sobota, 28 lutego 2015

Jednorazówka - "Nauczyłam mówić żegnaj" Część.1

Był wczesny wieczór. Za oknem panował ponury klimat. Chmury zaszły słońce i całe Buenos Aires pogrążyła szarość. Wszyscy mieszkańcy miasta spędzali dzień z rodziną, grając w karty, siedząc przy kominku i pijąc herbatę. Wszystkie domy były oświetlone aby wpuścić odrobinę sztucznego świata między oczy. Tylko jeden, malutki dom był zgaszony. Wyglądał jakby nie było w nim żywej duszy. Wydawało się, że był opuszczony gdyby nie to, że pewna postać ślęczała całymi dniami w oknie. Była to dziewczynka, młoda dziewczynka. Miała śliczne, długie włosy splecione w warkocz. Na jej twarzy od dłuższego czasu nie było widać uśmiechu, tylko smutek przechodził przez jej drobne, zielonkawe oczy. Dziewczynka miała imię Angeles. Z natury była jedną z najbardziej entuzjastycznych i optymistycznych mieszkańców Buenos Aires. Wszyscy znali tą małą istotkę. Coś się zmieniło, a powodem tego była tragiczny wypadek...
- Opowiesz mi  jak się czujesz? - pytanie to zadała kobieta której obowiązkiem było obserwowanie czternastolatki. Była to pani psycholog która na prośbę rodziców Angeles, zechciała pomóc dziewczynce. Dzień w dzień ich spotkania wyglądały tak samo. Psycholog zadawała pytania a Angie jak gdyby nic nie słyszała wciąż wpatrywała się w dal. Lecz z upływem czasu dziewczynka powoli zaczynała się otwierać. Nie mogła dużej trzymać w sobie swoich uczuć. Pewnego pochmurnego dnia, podczas konsultacji, odwróciła się w stronę pani psycholog i odpowiedziała na pytanie.
- Czuję się źle. Czuję jakby coś we mnie umarło. Jakbym była podzielona. Jakby część mnie, ta część która mnie uszczęśliwiała gdzieś zaginęła i muszę ją odnaleźć, ale cały czas trafiam na mapy odwrócone do góry nogami. Rozumie pani? Po co pytam? Nikt mnie nie rozumie. Mimo to będę mówić dalej, mam wenę na zwierzenia, a więc lepiej niech pani zapisuje. - głos był przepełniony żalem, a inne uczucia trudno było wyłapać, nawet specjalistce. - Kontynuując... Ma pani taką osobę którą traktuję jak jedną z kartek pamiętnika? Mam na myśli czy może pani zwierzyć się komuś ze wszystkiego, jak gdyby przelać wszystkie uczucia na papier tworząc coś pięknego?
Kobieta została ofiarą nie wygodnych pytań ze strony swojej młodej pacjentki.
- Tak, mam taką osobę. - odpowiedziała z myślą o swym mężu. Dziewczynka zmierzyła ją wzrokiem od góry do dołu, wywróciła oczami i ponownie zwróciła się w stronę okna.
- Tak się tylko pani wydaję. Nie zostałaby pani psychologiem gdyby nie miała pani skrytych problemów. Czy nie próbuje pani zapomnieć o dręczących panią sprawach, zagłębiając się w uczucia innych? Zgadłam? No cóż, współczuje pani. Wiem, jak się pani czuję. Ja również nie mam już komu powiedzieć co czuje. Tak naprawdę nigdy nie miałam takiej potrzeby aż do dnia kiedy musiałam powiedzieć, najważniejszej osobie w moim życiu, "żegnaj"...
- Myślałaś kiedykolwiek, jak to ładnie ujęłaś, aby powiedzieć Twoim bliskim "żegnaj"? - dziewczynka zeskoczyła z parapetu i przysiadła na przeciw kobiety.
- Pyta się pani czy myślałam o samobójstwie? Tak. Może to pani powiedzieć rodzicom, śmiało. Mimo to mogę panią upewnić, że tego nie zrobię. Dlaczego? Mam serce. Widzę jak mama czuję się gdy nie ma z nami Marii. Widzę jak tata reaguję na obwinianie ze strony mojego szwagra. Ojciec pogrąża się w alkoholu i z dnia na dzień nie panuję nad tym co robi. Nie widzi, że wchodzi w nauk, który dostatecznie niszczy naszą rodzinę. Niszczy to co najpiękniejsze pozostało. Może to panią zdziwi, ale go rozumiem. Szuka ukojenia. Szuka nicości w której mógłby zapomnieć, zapomnieć o wszystkim. Jak pani myśli? On wie, że w ten sposób rani mnie i mamę? Osobiście sądzę, że zdaję sobie z tego sprawę, ale jak dzwoni telefon, jak dzwoni German znów wszystko zaczyna się od nowa. Tylko krzyki w domu. Wie pani co? Czasami sądzę, że lepiej gdyby mnie nie było. Gdybym nie przeszkadzała im w tych ciągłych kutniach. Nie musieliby wtedy płacić za panią, ale wtedy by pani nie zarobiła? Tak źle i tak nie dobrze. - kobieta słuchając nastolatkę, zapisywała każde słowo w którymś momencie przestała. Długopis przestał służyć. Dziewczynka podeszła do biurka i wyciągnęła szary piórnik po czym podała długopis psycholog i wróciła do tej samej pozycji. Kobieta uśmiechnęła się w stronę dziewczynki.
- Jesteś bardzo silna, wiesz? Nie jedna nastolatka na twoim miejscu dawno by poddała się w walce z tymi okrutnymi uczuciami które towarzyszą Ci przy tym co się stało z Twoją siostrą. Jesteś doskonałym przykładem stwierdzenia "czas leczy rany". - Pani psycholog ujęła delikatnie dłonie dziewczynki. Ta w odpowiedzi uniosła wysoko brwi po czym parsknęła i ponownie podbiegła do swojego miejsca jakim był parapet starego okna.
- Myli się pani. Czas nie leczy ran, on tylko przyzwyczaja do bólu. - Nie chciała spoglądać już na kobietę która miała ją rozumieć. -  Wiem, że to co się stało się nie odstanie, niestety. Mimo to, nie podam się. Nie sięgnę po jakieś tępe żyletki jak inne dziewczyny, chcące zadać sobie ból aby ukoić ból? Po co się tak wydurniać? Przecież mogą od razu odciąż sobie żyły w pionie, prawda? Wie pani co sądzę o takich ludziach? - Mimowolnie spojrzała na panią psycholog i nie czekając na odpowiedź, mówiła dalej. - Sądzę, że są durniami chcący tylko zwrócić na siebie uwagę. Dlaczego oni to robią? Nie cenią tego co inni nie mają? Jasne, czasami trudno pogodzić się z własnymi głupimi myślami i okropnymi pomysłami, ale nie powinniśmy się krzywdzić. Siebie i bliskich. Sądzi pani, że powinnam się zabić, aby mi ulżyło? - Kobieta uniosła wargi aby zaprzeczyć, lecz Angeles nie dała jej takiej szansy. - Nie, nie powinnam. Pozwoli mi pani, że poczekam na śmierć kiedy sama przyjdzie.  - dziewczynka ponownie zeskoczyła z okna i stanęła na środku pokoju. Kobieta bacznie obserwowała zachowanie nastolatki. Oczy Angeles skupiły się na ramce ze zdjęciem na którym była razem ze swoją siostrą. - Mhm, tak się czasami zastanawiam, czy ona za mną tęskni tak samo jak ja tęsknie za nią. Czasami chciałabym ją odwiedzić tam na górze, lecz nie chcę zostawiać mamy. - Dziewczynka delikatnie przejechała opuszkiem palców po policzku Marii które znajdowało się zdjęciu. - Nigdy nie zapomnę jej ciepła, jej miłości jaką okazywała mi dzień w dzień. Nigdy nie zapomnę jej, nie byłabym w stanie. I wie pani co? - Ponownie zadała pytanie retoryczne a psycholog nie wykazywała już chęci odpowiedzi. - Zrobię wszystko aby jej córka a moja siostrzenica, wiedziała jaka dobra była jej matka. Jakie wielkie serce miała, jak bardzo ją kochała. Violetta jest teraz mała, nic nie zrozumie, ale jak dorośnie, zrobię wszystko. Zrobię wszystko aby przekazać jej ciepło jakie jej mama nie zdążyła przekazać jej. Będę obserwować jak dorasta, jak się uczy, jak zakochuje, jak płacze, jak śmieje, jak śpiewa... Jak staję się sobą... Jak staję się muzyką...Jak staję się sobą... - Mimowolnie po policzku Angeles spłynęła łza której nastolatka pozwoliła popłynąć dalej. Nawet kobietę wzruszyły słowa Angeles. - Dziękuje, że mnie pani wysłuchała, bardzo dziękuje. Mam nadzieje, że panią też ktoś wysłucha. Mogę zostać sama? - Psycholog pokiwała potwierdzająco głową i również dziękując za otwarcie ze strony nastolatki, wyszła. Dziewczynka po raz setny tego dnia podeszła do okna. Spoglądała w odchłań jaka znajdowała się za oknem. Ciężko westchnęła.
- Jesteś tam, prawda? Widzisz mnie... - mówiąc to spojrzała w niebo. - Jak tam u Ciebie jest? Śpiewasz? Wciąż śpiewasz? Co to za pytanie, na pewno to robisz... Przecież jesteś muzyką... Nie wiem jak dam sobie radę dzisiaj... Ludzie będą składać mi kondolencje a ja będę bez uczuciowo dziękować. Wiesz co będzie najgorsze? Że jak Twoje ciało, Twoje piękne ciało zostanie pochowane w grudach ziemi, boję się, że nie pogodzę się z tym. Wiem, że muszę być twarda, że to nie koniec świata, ale bardzo mi Cię brakuje. - Kolejne łzy poleciały po zimnym policzku Angeles. - Obiecaj mi, że jeszcze Cię zobaczę. - tymi słowami pożegnała się z 'siostrą'.
Angeles po mimo bólu, tęsknoty i wszystkich uczuć jakie towarzyszyły jej starała się uśmiechać. Była oparciem dla swej matki i również dla pijącego ojca. Jako jedyna została swoim rodzicom. Co prawda, nie była rodzoną siostrą Marii, mimo to traktowała ją jakby nią była. Angeles i Maria miały innych ojców. Ojciec starszej siostry, zmarł a karierą młodej piosenkarki zajął się ojczym, tata Angeles. Maria zginęła w wypadku, a wdowiec zaczął oskarżać ojca swej szwagierki o śmierć swej żony. Cała sytuacja najbardziej źle wpływała na niczemu winną czternastolatkę. Maria osierociła pięcioletnią córeczkę, Violette.
Tego samego dnia, tuż po rozmowie z psycholog, Angeles udała się do sypialni swej siostry. Każde zdjęcie, zapach, każdy kąt przypominał jej siostrę. Było to dla niej trudne, ale obiecała sobie już nie płakać. Weszła do pokoju i od razu otworzyła, ogromną szafę która mieściła najpiękniejsze kreacje należące do artystki. Dziewczynka delikatnie dotykała każdego, perfekcyjnego szwu. Jedną z sukni ujęła w swe zziębnięte dłonie i przyłożyła do twarzy. Zaciągnęła się zapachem swej siostry. Przeszły ją dreszcze. Po dłuższej chwili, zabrała ze sobą najmniejszą, czarną sukienkę i delikatnie założyła. Swe kosmyki włosów ułożyła nie zgrabnie na ramionach. Przeglądając się w lusterku zauważyła jak ktoś stoi za mną.
- Dlaczego mnie śledzisz? - spytała nie przestawiając zajmować się swoimi włosami. Stała za nią kobieta. Była to jej matka. Również była ubrana w ciemny strój. Podeszła do córki i pogłaskała ją delikatnie po ramieniu. Ciężko westchnęła.
- Byłyście takie podobne... - oznajmiła. Nastolatka momentalnie przestała poruszać palcami.
- Jesteśmy, mamo. Ja wciąż żyje. - parsknęła z ironią w głowie po czym ponownie skupiła się na fryzurze. Mama wyrwała jej delikatnie włosy i zaczęła układać je w piękny kłos.
- Wiem o tym i bardzo Ci za to dziękuje. Nie wiesz jak bardzo cieszę się, że znów mówisz. Że znów słyszę Twój cudowny głos. - Po śmierci siostry Angeles przestała cokolwiek mówić. Dopiero po tygodniu, odezwała się po raz pierwszy. Przy kolacji życzyła domownikom "smacznego".
- Nie dziękuj, mamo. German, będzie?
- Obiecał, że przyjdzie.
- Violetta? - słysząc pytanie córki nagle Angelika zamilkła. - Nie weźmie jej, prawda?
- Nie wiem... - odparła. Angeles gwałtownie rzuciła szczotką w ścianę i wyrwała się z rąk matki.
- Jak on tak może, mamo?! Wytłumacz mi! Nie zabierze własnej córki! Nie zabierze córki na pogrzeb matki! Czy on ma uczucia? Biedna Violetta... Ma takiego okropnego ojca... Niczemu winna dziewczynka, musi cierpieć... - z każdym słowem wściekłość nastolatki malała. Matka podbiegła do córki i przytuliła ją do siebie. Dziewczyna tego nie chciała, chciała wciąż narzekać na szwagra, lecz emocje dały górę. Nie była w stanie nic powiedzieć, niż tylko płakać. Obiecała, że tego nie zrobi, mimo to nie była w stanie zatrzymać potoku łez. - Wywiezie ją, prawda? - Angelika jedynie pokiwała twierdząco głową. Czternastolatka z rozpaczy wszczepiła paznokcie w suknie matki. Cierpiała...
Kto by pomyślał, że utrata kogoś bliskiego posunie się do czegoś takiego. Może zabrać nas w nauk, albo sprawić, że nie wydamy z siebie ani jednego słowa. Może kompletnie nas osłabić, lub ożywić. Ludzie rodzą się i odchodzą. Decydują o swoim życiu sami, ale niech pamiętają, że mimo wszystkich błędów, słów jakie nie potrzebnie powiedzieli, zostawiają ludzi na ziemi. Zostawiają swoich bliskich. Jedni nie chcą drudzy przeciwnie. Pamiętają, że śmierć powinna przyjść po nas wtedy kiedy wszyscy będziemy gotowi, ale nie zawsze tak jest. Może nas zaskoczyć. Śmierć jest pożegnaniem? Pożegnanie jest grą? Można tak to nazwać, bo nigdy nie wiesz na jaką plansze wejdziesz i ile oczek wyrzucisz...
_________________________
Jednorazówka powstała dzięki rozmowie z Kasią, której też dedykuję ten tekst. Dziękuje :)
Chciałam to opublikować i tak też zrobiłam. Oczekujcie drugiej części :)
Buziak.
Lika.

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 17

Uczymy się na błędach, tak to prawda, ale czy nie byłoby łatwiej posiadać całą wiedzę życiową od razu? Wtedy oszczędzilibyśmy sobie cierpienia, krzywd, łez. Byłoby łatwiej zrozumieć to co dziś jest dla nas nie zrozumiałe. Życie byłoby łatwiejsze, ale wtedy nie nazywałoby się życiem...
   Nie pierwszy raz obudziłam się cała drętwa. Kark dawał siwe znaki, że potrzebuję miękkiej poduszki na której mógłby odpocząć. Bolał mnie okropnie. Zanim się zorientowałam, siedziałam wciąż na nie zbyt wygodnym krześle w kuchni. Wyglądało na to, że noc spędziłam romantycznie w kuchni. Prychnęłam. Chwyciłam się za szyje po czym zaczęłam ją rozmasowywać. Au. Zeskoczyłam chwiejnie z krzesełka po czym stanęłam na twardej powierzchni. Zakręciło mi się w głowie. Dopiero wtedy poczułam jak bardzo jest mi nie dobrze. Miałam wrażenie, że głowa zaraz pęknie. Niechlujnie stanęłam na przeciw lodówki z której wyciągnęłam mleko. Rozlewając co nie co na blat, wlałam je do szklanki i pogrążyłam się w mlecznej rozkoszy. Wszystko smakowało inaczej niż powinno. Nagle poczułam uciążliwe pieczenie w oczach. Nieubłaganie po policzku spłynęło kilka par, łez.
- Angie? - usłyszałam zza pleców. Instynktownie odwróciłam się w stronę mojego wołącza. Ku moim oczom stała tam Violetta ze swoją rozczarowaną miną na twarzy i biało - niebieskiej pidżamie. Widząc ją od razu odwróciłam się w drugą stronę po czym wytarłam powieki i znowu stanęłam na przeciw niej.
- Cześć, Vilu. Co tam u Ciebie? W porządku? To dobrze. U mnie? U mnie też. Jadłaś już śniadanie? Chcesz trochę mleka? Nie, a to szkoda. A może chcesz? Naleje Ci na wszelki wypadek. Jak w Studio? A propo Studio, rozmawiałam z Pablo i chcemy zorganizować nowy projekt w którym
- Angie...
- Nie słyszałaś? A więc Ci opowiem. Będzie on polegał na - próbowałam zrobić wszystko aby tylko nie dać dojść Violettcie do słowa. Jestem jej autorytetem i nie mogę sprawić aby zobaczyła mnie w takim stanie.
- Angie... - mówiąc moje imię podeszła do mnie i chwyciła mnie za dłonie. - Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie wiem o czym mówisz. Kompletnie nie wiem o czym mówisz. Ładna dziś pogoda, masz ochotę na
- Angie, znam Cię. Nie zmieniaj tematu. Po za tym rozmawiałam z tatą i
- Rozmawiałaś z tatą? Co powiedział? Coś mówił o mnie?
- Tak. Mówił wiele rzeczy. Nie rozumiem, pokłóciliście się? - widząc oczy siostrzenicy ciężko westchnęłam. Siadłam ciężko na krześle a Violetta tuż na przeciwko mnie. - Co się stało?
- Właśnie nic się nie stało. Poszliśmy na ten spacer, miło spędziliśmy czas potem wróciłam do domu i
- I?
- I nic. Posiedziałam trochę z twoim wujkiem, wypiliśmy lampkę wina no i wtedy Twój tata wszedł i jak zwykle coś sobie uroił. I jest mi z tym źle. Jest mi bardzo źle. Pewnie nie chcę mnie widzieć i jest na mnie okropnie wściekły a ja nienawidzę jak on się wścieka. Ma wtedy taki okropny wyraz twarzy, te brwi i mam go wtedy ochotę rozszarpać po prostu, natomiast jak widzę, że jest na mnie zly to jednocześnie mam zamiar przeprosić go na kolanach, ale nie mogę.
- Dlaczego nie możesz?
- Zbyt bardzo go kocham, zbyt bardzo go kocham aby móc okazywać słabość przy nim. - każde słowo jakie wypowiedziałam w stronę Violetty było przepełnione szczerością.
- Idź z nim porozmawiać, Angie. - słysząc radę Violetty od razu zaczęłam zaprzeczać.
- Nie, nie, nie. Nie, Vilu. Twój tata nie chcę ze mną rozmawiać i pewnie znając go nie chcę mnie widzieć, kto wie może i nie chcę mnie znać. Jak pójdę do niego pewnie zacznie mi mówić, że nie powinnam przychodzić  i że jest na mnie zły i że jestem najgorszą osobą na świecie. A ja go tak bardzo kocham i naprawdę miałam nadzieje, ze wszystko będzie wspaniale tym czasem
- Angie... Angie... - mimo upomnień siostrzenicy ja lamentowałam dalej. Ta natomiast zaczęła robić śmieszne miny i wskazywać lekko palcem.
- Nie chcę abyśmy się oddalili od siebie. Cierpię jak jest z dala od mnie, tak jak teraz. Co? Co się dzieje? Violetta, ale masz minę. Haha, co ty robisz? - mówiąc to poczułam nagle czyjąś dłoń na moim barku.
- Violetta, zostawisz nas samych. - usłyszałam zza pleców. Lekko drygnęłam czując przyjemny, ciepły oddech na szyi. Violetta jedynie wytrzeszczyła ząbki po czym wyszła unosząc brew. Zostaliśmy sami. Odwróciłam się nie pewnie w stronę Germana i oparłam się tyłem o blat. Ujrzałam jego cudowny uśmiech i hipnotyzujące czekoladowe oczy które sprawiały, że byłam w stanie się rozpłynąć.
- Słyszałeś? - spytałam lekko zdezorientowana. German przybliżył się do mnie przyciskając mnie do blatu swoim ciałem po czym objął w tali.
- Jak sądzisz? - spytał swoim aksamitnym głosem. Lekko westchnęłam zaciągając się jego zapachem. Nie minęła sekunda a ja już byłam w objęciach mojego ukochanego.
- Dobrze wiesz, że nigdy bym cię nie zdradziła. - szepnęłam delikatnie pogrążona w uścisku Germana.
- Wiem. Przepraszam. - po tych słowach, połączyliśmy się w delikatnym pocałunku. Odrywając się od siebie dojrzałam Rajmundo który stał w progu.
- Aww, jak słodko. Moje gołąbeczki znowu razem. - te słowa wypłynęły z ust młodego inżyniera. German parsknął do mnie po czym podszedł do kuzyna i lekko poklepał go po barku.
- Hah, tak. Zawsze razem. - mówiąc to wciąż obejmował mnie w talli. - Raj, przepraszam Cię za wczoraj, już wszystko wyjaśnione. - słysząc to, Rajmundo spojrzał na mnie pytająco a ja potwierdziłam słowa mojego kochanego kiwając głową.
- To dobrze. Wiesz dobrze kuzynie, że jestem dobrym Twoim przyjacielem i nigdy nie odbębnił ci kobitki mój drogi. - uniosłam brwi do góry. - Nawet takiej kobitki.
- Jakiej? - spytał German po czym zaśmiał się i ponownie poklepał Rajmundo po plecach, tym razem trochę mocniej. Lekko ssyknęłam sama do siebie. German mrugnął w moją stronę po czym pożegnał nas tłumacząc, że ma coś do załatwienia.
- Co takiego mu powiedziałaś, że jest taki w skowronkach? - słysząc pytanie Rajmundo wzruszyłam ramionami.
- Nic mu nie powiedziałam. A nie chcę z Tobą rozmawiać. Przepraszam. - mówiąc to udałam się w stronę mojej sypialni. Spojrzałam nie pewnie na zegarek. Byłam spóźniona do Studio. Szybko przebrałam się w nowe ubrania i nie czekając na siostrzenice udałam się do pracy. Ze strzelin uczelni wydobywała się przecudowna muzyka. Od razu miałam ochotę zacząć lekcje z uczniami. Nie zastanawiając udałam się do pokoju nauczycielskiego aby przywitać się z pracownikami a przy okazji wziąć zapasową teczkę.
- O Angie jak dobrze, że jesteś. - usłyszałam od razu po wejściu.
- Cześć, cześć! Też... - ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam mojego przyjaciela, ale nie tylko jego. Sterczał on nad drobną osóbką która siedziała przy stole. Była to dziewczynka z rozpuszczonymi włosami które zakrywały jej twarz. Płakała. Nie było mi trudno ją rozpoznać. - Lucia?
Dziewczynka dygnęła i odwróciła się w moją stronę. Dopiero teraz zobaczyłam jej smutne, zapłakane oczy. W głowie miałam milion pytań, co się stało? Co ona tu robi? Nie mogłam nic powiedzieć.
- Angie... - wyszlochała dziesięciolatka po czym podbiegła do mnie. Nie zastanawiając się objęłam dziewczynkę. Dygotała, była strasznie zdenerwowana.
- Lucia. Co się stało, maleńka? Lucia, nie płacz, kochanie. Co się dzieje? - ostatnie pytanie skierowałam do przyjaciela którego mina wskazywała na to, że wie tyle co ja.  - Już dobrze, już dobrze. - próbowałam uspokoić maleńką. Pablo pokazywał mi znaki, że lepiej jeżeli wyjdzie. Zgodziłam się na to. Być może lepiej będzie mi się dało porozmawiać sam na sam z Lucia niż przy kimś. Po dłuższej chwili, dziewczynka odeszła od mnie. Zaparzyłam herbatę i siadłam tuż koło niej. Twarz miała zaczerwienioną a oczy wilgotne i napuchnięte. Chwyciłam nogi od krzesełka na którym siedziała i bez żadnej trudności przysunęłam bliżej siebie. Ujęłam delikatnie zimną dłoń dziesięciolatki. Spojrzała na mnie.
- Opowiesz mi co się stało? - spytałam zakładając za jej ucho kosmyk włosów które opadały jej na twarz. Delikatnie musnęłam opuszkami palców jej zaczerwienione policzko.
- Przepraszam. - jęknęła. Uniosłam brwi po czym uścisnęłam jej rączkę.
- Za co przepraszasz? - spytałam dając jej więcej otuchy. Dziewczynka spuściła karnie głowę.
- Nie powinnam tu przyjść, za to przepraszam. Nie powinnam zabierać ci czasu i robić kłopotów. Lepiej jak już pójdę. - mówiąc to zeskoczyła z krzesełka.
- Nie, nie aniołku, zostań. - chwyciłam ją lekko za ramię. Lucia nagle krzyknęła. Zdziwiona odskoczyłam od dziesięciolatki. Dziewczynka odruchowo przyłożyła dłoń do ramienia. - Lucia... zrobiłam ci krzywdę? Kochana, nie chciałam. Pokaż, zobaczę.
- Nie, nie. - Lucia drygnęła przerażona po czym udała się w stronę drzwi.
- Lucia, podejdź do mnie. Proszę. - dziewczynka posłusznie podeszła wciąż nie puszczając ramienia. Delikatnie opuściłam dłoń dziewczynki i podwinęłam rękaw od koszuli. To co zobaczyłam mną wstrząsnęło. Ku moim oczom ujrzałam dość dużego siniaka który pokrywał większą część ramienia dziewczynki. - Lucia? Co to jest?  - Potknęłam się. - wiedziałam, że kłamię. Ta rana nie wyglądała jak z potknięcia a Lucia była przerażona, odwróciła głowę.
- Nie kłam. Lucia powiedz mi, czy ktoś cię bije? -  dziesięciolatka chwilę nie patrzyła na mnie, ale w którymś momencie ponownie ujrzałam jej śliczne oczy. Wargi były opuszczone a w oczach widziałam strach. Już nie płakała, teraz się bała. Nic nie mówiła, jej oczy same mówiły za siebie. Co parę chwil zaprzeczała huśtając lekko główką na boki. - Lucia... kochanie, powiedz mi. - po policzku dziewczynki znowu skapnęła łza. Dziesięciolatka ponownie się do mnie przytuliła. Była taka malutka i bezbronna. Dosięgała mi jedynie do bioder. Obejmując ją kucnęłam przy niej i pocałowałam jej policzek. - Co się dzieje?
Nieśmiało odgarnęła włoski.
- Potknęłam się jak wracałam... - dziewczynka znów spuściła głowę. Nie chciałam tego słuchać. Ujęłam delikatnie jej bródkę i uniosłam do góry. Znów zaczynała płakać, ale z jej twarzy było widać wyparcie. Nie chciała okazywać strachu, bólu, smutku i cierpienia. Ponownie dotknęłam jej policzka. Postanowiłam, że nie będę drążyć tematu, nie powinnam. - Dlaczego mi nie wierzysz, Angie. Nie okłamałabym cię.
- Wiem. Wierzę ci, wierzę ci, ale wiesz kochana, że możesz mi ufać, tak?
- Tak. - dziewczynka ponownie mnie przytuliła. Była rozgrzana.
- Dobrze się czujesz? Masz gorączkę... - dotknęłam czoła maleńkiej. Ciepło biło od jej ciała. Nagle z wyziębionej postawy, opadała z gorąca.
- Trochę źle się czuję. Zaprowadzisz mnie z powrotem? - spytała.
- Jasne. Jutro cię jeszcze odwiedzę i opowiesz mi o tym potknięciu. - uniosłam potwierdzająco brwi po czym zabrałam torebkę i ujęłam dłoń mojej malutkiej.
W drodze do ośrodka bacznie przyglądałam się Lucii. Miała smutne oczy a z każdym krokiem bliżej domu dziecka stawała się bardziej przerażona.
- Na pewno mam iść? - spytałam będąc już w pokoju dziesięciolatki. Dziewczynka wskoczyła na łożko.
- Ja tego nie chcę, ale powinnaś. - oznajmiła patrząc w okno. Podeszłam do niej i ucałowałam jej pogrążony rumieńcem policzek.
- Masz rację. Twoja pani obiecała, że przyniesie ci lekarstwa i poczujesz się lepiej. - pogłaskałam ją lekko po główce. Dziewczynka podziękowała mi swoim spojrzeniem. Po krótkim pożegnaniu udałam się w stronę drzwi.
- Angie... - usłyszałam cichy szept. Odwróciłam się w stronę dziewczynki. - Bo ja dzisiaj płakałam i przyszłam do ciebie bo się bałam... - słysząc to podbiegłam do Luci.
- Czego się bałaś? - spytałam wyraźnie zainteresowana i przestraszona. Nagle oczy Luci skupiły się na czymś za mną. Cała jej twarz zszarzała. Odwróciłam się aby zobaczyć co przykuło jej uwagę. Za mną stała jej wychowawczyni. To normalne, że wychowawcy chcą wiedzieć jak przebiegają spotkania swoich podopiecznych i to z obcymi. Ponownie odwróciłam się w stronę Luci. - Dlaczego się ba
- bawiłam z tym pieskiem? Przepraszam, Angie. Już nie będę dotykać nie znajomych zwierzątek. - słysząc słowa dziewczynki wyraźnie byłam zaskoczona. Z jej twarzy zrozumiałam wszystko. Nie chciała rozmawiać przy opiekunce. Postanowiłam nie drążyć tematu.
- Powinna już pani pójść. - usłyszałam zza pleców. Pokiwałam głową. Pożegnałam się z moją małą towarzyszką i wyszłam.
Całą drogę do domu rozmyślałam nad tym siniakiem, nad zachowaniem Luci nad wszystkim, nad wszystkim co z nią związane. Jej oczy były przepełnione strachem jak zobaczyła tą wychowawczynią. Czego się bała? Jak znalazła się w Studio? Dlaczego płakała? Wszystko przepełniało mnie strachem, ale wiedziałam jedno. Nie pozostawię tego dopóki nie dowiem się co dzieje się w tym ośrodku.
______________________________
Koniec? Koniec.
Przepraszam, że tak długo nic nie opublikowałam, nie byłam w stanie!
Rozdział w miarę krótki, ponieważ wczorajszego wieczora napisałam coś wartego waszej uwagi aż tu nagle badabumc i niespodzianka, wszystko co napisałam usunęło się. Napisałam w skrócie to co wczoraj. Wybaczcie, ale mam nadzieje, że i to wam się spodoba.
Liczę na komentarze!
Besos
Lika.

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 16

Po raz kolejny obudziłam się z bolącym karkiem i zdrewniałą szyją. Wymasowałam bolące miejsca po czym wstałam z łóżka. Otrzepując pierzę uwalniające się z poduszki z moich włosów, udałam się do toalety. Przemyłam twarz zimną, przyjemnie chłodzącą wodą. Założyłam na siebie jakieś pierwsze lepsze spodnie i do pasowałam do nich koszule. Postanowiłam, że odepnę kilka guzików, w ten sposób ukazując lekko mój dekolt. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Jedynie jeden kosmyk zaciągnęłam za ucho. Makijaż postanowiłam odpuścić sobie tego dnia, pozostawiając jedynie na lekki tusz na moich rzęsach. W ostatnich minutach nałożyłam odżywkę na paznokcie po czym zabierając torbę i teczkę udałam się do jadalni.
- Dzień dobry. - przywitałam się z domownikami. Byłam zaskoczona widząc ich wszystkich przy jednym stole, przed mną. Spojrzałam ukradkiem na zegarek. 09.16 wskazywały wskazówki mechanicznej ozdoby która znajdowała się na moim nadgarstku. Było dość wcześnie jak na co dzień.
- Witaj kochanie. - German podszedł do mnie po czym ucałował mój policzek. Lekko zaskoczona spojrzałam na niego pytająco. - Nie ukrywajmy już tego, Angie. - szepnął na tyle głośno, aby każdy zgromadzony mógł usłyszeć. - Ja i Angie postanowiliśmy dać sobie szansę. - oznajmił dumnie obejmując mnie w pasie.. Nie rozumiałam nic z tej sytuacji. Ach, tak. Wczorajszy wieczór. Patrząc na zaskoczonych domowników natknęłam się na zdezorientowany, ciepły wzrok Rajmundo.
- Jejku! Tato, Angie tak się cieszę! - wykrzyknęła Violetta po czym podbiegła do nas i objęła. Odwzajemniłam uścisk mojej siostrzenicy. Wbrew tej dziwnej sytuacji czułam się dość dobrze. 
- Jestem bardzo rad z tego powodu! Gratulację! - oznajmił Ramallo. Uśmiechnęłam się w stronę asystenta mojego... chłopaka? German uścisnął mu dłoń.
- Ach! Jak się cieszę! Nareszcie, po takim czasie odważył się pan czuć to co czuję! Jestem z pana dumna, panie Germanie! I z ciebie również Angie! Życzę dużo miłości i mam nadzieje, że być może za jakiś czas, w niedalekiej przyszłości zostanę ciocią...
- OLGA! - przerwaliśmy z Germanem jednogłośnie gosposi. A ta jak zwykle zaśmiała się i wróciła do kuchni. Uśmiechnęłam się w stronę Germana, trzymając dłoń na jego dłoni która znajdowała się na mojej tali. Nagle podszedł do nas nie zauważony Rajmundo. Widząc go lekko dygnęłam. Mimo iż tak naprawdę nic nas wtedy nie łączyło to czułam, że być może...
- Gratuluję. - z jego ust wydostało się tylko to jedno słowo. Wygadany na co dzień młody inżynier wypowiedział, tylko "Gratuluję". Spojrzałam na niego tak jakby moje oczy mówiły "przepraszam". Odpowiedział mi swoim spojrzeniem.
- Dziękuje. - odpowiedziałam. Rajmundo lekko zbliżył się do nas po czym spojrzał dziwnie na Germana a ten pokiwał potwierdzająco głową po czym zabrał rękę z moich bioder. Po pewnym czasie to  ręka Rajmunda znajdowała się na mojej tali. Objął mnie ciepło. 
- Bądź szczęśliwa, bo na to zasługujesz. - szepnął mi prosto w ucho. Uśmiechnęłam się sama do siebie i odwzajemniłam uścisk. 
- Będę. - szepnęłam. Po dłuższej chwili Rajmundo oddał mnie swemu kuzynowi. Mrugnął do Germana po czym uścisnął jego dłoń.
- Dbaj o nią przyjacielu. - oznajmił. Słysząc to lekko zarumieniłam się. German pokiwał twierdząco głową. Rajmundo pożegnał nas i udał się do pokoju gościnnego. 
- Angie, musimy iść już do Studio. - oznajmiła Violetta. Spojrzałam ponownie na zegarek. Już ta godzina a ja jeszcze nie skonsumowałam ani kęsa. Westchnęłam ciężko patrząc na stół pełen pyszności. 
- Nie tym razem Violu. Zabieram dzisiaj Angie na mały spacerek. Przekaż Pablo, że odwiozę ją na czwartą lekcję i przeproś go. - usłyszałam zza pleców głos Germana.
- Mhm, rozumiem, tylko nic nie zbrójcie. A więc bawcie się dobrze. Do zobaczenia Angie. - mówiąc to podeszła do taty i ucałowała jego szorstki policzek po czym wyszła z domu. Ramallo gdzieś znikł a ja z Germanem zostaliśmy sami. 
- A więc gdzie mnie zabierasz? - spytałam. 
- Niespodzianka. - odpowiedział dziarsko German, przyciągając mnie do siebie. Czułam jak jego tors uciska moje piersi. Poczułam przyjemnie ciepło na wargach. Przymknęłam oczy i oddałam się pocałunkowi. 
- Ale daj mi chwilę, nie ubrałam się dość dobrze. - oznajmiłam.
- Wyglądasz świetnie. A ubiór nie ma większego znaczenia. - mówiąc to wyciągnął zza siebie moją marynarkę i obrócił tyłem do siebie. Kończąc zakładanie marynarki na mnie obrócił ponownie we właściwą stronę. - Ważne, że będziemy razem, tak? 
- Tak. Już zawsze razem. 
Nie minęła godzina a już znajdowaliśmy się w parku. Po drodze wstąpiliśmy do restauracji bo German uparł się, że muszę coś zjeść a ja nie stawiałam większych oporów. Spacerowaliśmy po chodniku trzymając się za dłonie. 
- Chcę już tak zawsze. - oznajmiłam podczas gdy przysiedliśmy na ławce. German przysunął się do mnie po czym objął mnie w tali.
- Ja również.
- Nie sądzisz, że powinniśmy porozmawiać? - spytałam nie pewnie.
- O czym chciałabyś rozmawiać?
- Do dzisiejszego ranka nie wiedziałam, że zdecydowaliśmy się na bycie razem. - zdałam się na odwagę aby to powiedzieć.
- A więc nie chcesz być ze mną?
- Wręcz przeciwnie. German, po prostu mnie zaskoczyłeś. 
- Masz na myśli, że jak całujesz się z kimś dzień przed to nic to dla ciebie nie znaczy?
- Nie, nie miałam tego na myśli. A ty już od razu zaczynasz swoje... Zaraz, zaraz. Sugerujesz mi, że jestem jakąś pierwszą lepszą która całuje się ze wszystkimi?
- Ja tego nie powiedziałem.
- German! 
- Już dobrze. Przepraszam, tak?
- Nie, to ja przepraszam. Zbyt gwałtownie zareagowałam. Po prostu nie sądziłam, że to wszystko potoczy się tak szybko i... - oznajmiłam spuszczając wzrok. German uchwycił mój podbródek po czym uniósł do góry.
- Kocham Cię. - usłyszałam z ust mego ukochanego. 
- Ja też cię kocham, ale... - zachwiałam się.
- Ale co? Czy to nie jest najważniejsze, że się kochamy? Że chcemy być blisko? - przerwał mi German.
- Masz rację. Przepraszam. - mówiąc to wtuliłam się w masywne ramiona inżyniera. Chciałam już tak pozostać na zawsze. Niespodziewanie zadzwonił telefon. Spojrzałam ironicznie na Germana. - Odbierz.
- Witam. German Castilio z tej strony. W czym mogę pomóc? - odpowiedział wyrecytowanym głosem do słuchawki. Wywróciłam oczami po czym nasłuchiwałam rozmowy. - Ale, że teraz? Przepraszam, ale jestem zajęty...  - słysząc to wiedziałam jak skończy się nasze dzisiejsze spotkanie. Po woli założyła torebkę na ramię po czym wstałam. - Rozumiem. Postaram się być jak najszybciej. Do widzenia. 
- Nie tłumacz się. Widzę, że to coś ważnego. Jedź. 
- Ale...
- Spokojnie, nie ostatni raz się spotykamy. 
- Kocham Cię. - mówiąc to podszedł do mnie i ucałował mój policzek.
- Powtarzasz się. No jedź. - parsknęłam.
- Odwiozę cię do Studio. - oznajmił popychając mnie lekko w stronę samochodu.
- Nie, nie trzeba. Źle się czuję i chyba odpuszczę sobie dzisiaj. Już i tak jestem całkiem spóźniona a lekcje mam dziś tylko jedną. Pójdę do domu. - odparłam.
- Na pewno wszystko dobrze? - spytał troskliwie.
- Tak, na pewno. 
- Dobrze, jakby coś się stało masz dzwonić. Papa kochanie. - mówiąc to ponownie ucałował mój policzek i oddalił się w stronę samochodu. Żegnając go wzrokiem wyciągnęłam telefon po czym wykręciłam numer Germana. Nie lada chwile zauważyłam jak inżynier w oddali wyciąga komórkę i obraca się w moją stronę.
- Witam. German Castilio z tej strony. W czym mogę pomóc? - usłyszałam szarmancki głos w słuchawce.
- Już tęsknie. - szepnęłam do telefonu. Po mimo odległości zobaczyłam uśmiech ukochanego. Zauważyłam jak wysyła mi buziaka. Złapałam go niezgrabnie po czym przyłożyłam do serca. Po tym miły geście każde z nas poszło w swoją stronę. 
Wędrując w stronę domu słuchałam dźwięków jakie wydawały ptaki. To tak jakby porozumiewały się ze sobą. To jest dobre, gdy potrafią ze sobą rozmawiać a nie kłócić. Zawsze mają ten sam ton, ale odzwierciedlają go w inne sygnały, po prostu w słowa. 
Ukradkiem weszłam do domu tylnimi drzwiami. Nagle ku moim oczom pojawił się Rajmundo siedzący przy ladzie otoczony stertą papieru. Przeglądał jakieś broszury i popijał kawę. 
- Co tak wcześnie? Randka się nie udała? - spytał. Lekko zaskoczona wywróciłam oczami.
- Było wspaniale. - oznajmiłam. - Mimo to źle się poczułam i postanowiłam wrócić do domu.
- Aż tak źle całuje? - słysząc to nie mogłam stłumić mimo wolnego śmiechu. W porę się pohamowałam.
- Ale że niby ty czy on? - postanowiłam dalej drążyć w grę. Podeszłam do kredensu z którego wyciągnęłam filiżankę oraz herbatę z imbirem. Przysiadłam na przeciw mojego nowego przyjaciela. 
- Chyba nie miałaś jeszcze okazji przeżyć pocałunek ze mną. Chyba, że...
- Nie, nie miałam okazji.
- Ale coś mi świta w głowie... Mhm.
- Nie ta impreza. - odparłam z ironią w głosie po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. Nie sądziłam, że tak dobrze się dogadujemy. Mijały minuty, godziny a ja wciąż gawędziłam z Rajmundo przy kolejnych filiżankach herbaty. Po kolacji wszyscy się rozeszli a my wciąż rozmawialiśmy na każdy namięknięty temat. Już dawno tak się nie czułam. Mimo to German wciąż nie wracał. Rajmundo zaproponował po lampce wina które zakupił będąc w delegacji we Francji. Tamtejsze wina są wyborne. - Odkąd pracujesz z Germanem? - spytałam wyraźnie zaciekawiona. Brak osoby tak bliskiej memu sercu jaką był German, zżerał mnie od środka. Musiałam zmienić temat na niego.
- Od dłuższego czasu. Między innymi od samego początku.
- Czyli dokładniej? Nie wyglądasz na doświadczonego czterdziestolatka. 
- Mam dwadzieścia dziewięć lat i trzymam się dobrze. Dzięki, że pytasz. - odparł. 
- Jesteś zbyt młody aby nabrać doświadczenia. 
- A madame ile ma lat? Osiemnaście? A może czterdzieści osiem? - słysząc to usłyszałam również drażliwy śmiech. Dodając swój sarkastyczny uśmiech smaknęłam Rajmundo w głowę gazetą którą właśnie znalazłam w moich rękach.
- Dwadzieścia siedem. Dziękuje, że pytasz. Również czuję się dobrze. - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
- Lubisz dojrzałych mężczyzn? - słysząc pytanie o mało co nie zakrztusiłam się. Spojrzałam w stronę inżyniera. Z jego oczy wyczytywałam powagę. 
- Nie rozumiem co masz na myśli. 
- No bo skoro jesteś z Germanem, a on jest dość sporo od ciebie starszy i pomyślałem...
- Źle pomyślałeś. Wiek to tylko liczby. - mówiąc to spuściłam głowę w dół i resztę uwagi skupiłam na okręgach jakie pływały po warstwie wina. 
- Przepraszam, nie chciałem cię urazić. - usłyszałam. Postanowiłam zostać nie ugięta. Niespodziewanie Rajmundo zszedł z krzesła po czym podszedł do mnie i podał mi rękę.
- Co ty wyprawiasz? - spytałam. Za nim się zorientowałam w ręku Rajmundo znajdował się pilot do wierzy stereo. Całe pomieszczenie wypełniła skoczna muzyka. 
- Mogę prosić panią do tańca? - wypowiedział szarmanckim głosem po czym wypił jednym łykiem pełną lampkę wina.
- Rajmundo, nie wygłupiaj się. - próbowałam pohamować zapał młodego inżyniera.
- Ależ, nalegam. - słysząc to wywróciłam oczami. Mimowolnie zeskoczyłam z krzesła aby udać się w stronę sypialni mimo to zanim się zorientowałam poczułam czyjąś dłoń. Zostałam obrócona w stronę mojego napastnika. - Nalegam. 
Widząc maślane oczka Rajmundo, nie mogłam się powstrzymać. Ułożyłam wygodnie dłoń na ramieniu partnera a on ułożył dłonie na mojej tali. Nim zdążyłam się zorientować byłam zajęta tańcem z Rajmundo. Kilka razy zostałam uniesiona do góry, kilka razy okręcona niczym baletnica i wypieszczona każdym ruchem tanecznym. Nie mogłam nie nadepnąć kilkakrotnie na drogie buty mego partnera, zostawiając na nich nikły ślad. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Nagle w pokoju rozeszła się wolna ballada. Razem z Rajmundo zatrzymaliśmy się w miejscu. 
- Pozwolisz? - spytał. Po dłuższym milczeniu kiwnęłam potwierdzająco głową. Rajmundo przyciągnął mnie do siebie dzięki czemu łatwiej było mu objąć mnie jedną ręką. Drugą natomiast trzymał moją dłoń. Ja obejmowałam wciąż jego szyję. Z każdą sekundą utworu, serce biło mi szybciej. Razem z moim partnerem zmienialiśmy powolnie miejsce położenia, będąc sklejeni ze sobą. Czułam się wspaniale. Już dawno tak się nie czułam. Nagle nastąpiła cisza. Wpatrywałam się prosto w oczy Rajmundo a on w moje. Odwzajemnialiśmy każde spojrzenie. Czuliśmy swój każdy oddech. Wciąż staliśmy objęci. W któryś momencie chciałam odejść, ale nie mogłam. Coś mnie zatrzymywało i nie był to Rajmundo. Nagle piękny uśmiech mego partnera zszedł z jego twarzy. Za niepokoiłam się.
- Co się dzieje? - spytałam.
- Też chciałbym o to samo zapytać! - usłyszałam zza pleców. Za nim się zorientowałam coś lub ktoś wyrwał mnie z objęć Rajmundo, jak lalkę. Ujrzałam zdenerwowanego Germana który trzymał mnie tuż koło siebie.
- German... - zaczął zakłopotany Rajmundo.
-  Porozmawiamy później, teraz zostaw mnie samego z Angie. - rozkazał. Młody inżynier postąpił tak jak mu kazano. Szepnął tylko "Dobranoc" po czym zniknął. 
- German ja ci to wytłumaczę. - zaczęłam. 
- Proszę bardzo, słucham? 
- To nie tak jak myślisz. - zaczęłam tłumaczyć.
- To jak? - dopytywał.
- Proszę nie przerywaj mi. My po prostu rozmawialiśmy...
- Właśnie byłem świadkiem waszej interesującej rozmowy. 
- German! Uspokój się! - próbowałam załagodzić zdenerwowanie. 
- Jestem spokojny, Angie! Ja jestem spokojny! Nie jestem zły! Ja po prostu czuję się... źle. Nie czuję się teraz jak mężczyzna powinien się czuć. Widziałem cię w objęciach innego, Angie. To tak jakby ze mną było ci źle. Pytałem się, czy mogę jechać dziś, odpowiedziałaś, że tak. A tym czasem zastaję cię o tej porze i to jeszcze z nim... Zaraz, zaraz. Ty piłaś? 
- Tylko łyk. German, przestań. Nie zdradziłam cię. Nie potrafiłabym zdradzić cię w żaden sposób. - mówiąc to chwyciłam jego dłonie.
- Ale to zrobiłaś. - wyrwał się z uścisku po czym wyszedł zdenerwowany po drodze kopiąc w futrynę. Co się tutaj wydarzyło. Co ja właśnie zrobiłam. Nie potrafiłam niczego pojąć. Nic już nie rozumiałam. Odruchowo chwyciłam się za głowę i odgarnęłam włosy. Oczy zaczerwieniły się i zaczęły puchnąć. Zrezygnowana siadłam ciężko na krześle przy ladzie. Pozostałam sama. Sama z lampką i winem.... Przynajmniej wiedziałam jak załagodzę tamtejszego wieczoru ból i zrezygnowanie. 

__________________________
Witam serdecznie! Tak to znowuż ja. Wasza Lika powróciła do żywych. Mam nadzieje, że rozdział jak najbardziej przypadł wam do gustu bo mi całkiem, całkiem. Miewałam gorsze dni. Mimo to pomimo później pory rozdział wyszedł całkiem dobrze. Jest Rajangie o które mnie prosiliście oraz jest zdefiniowanie w jakim wieku są bohaterzy mego opowiadania. Mam nadzieje, że wam się podoba i proszę o komentarze!
Wielki buziak!
Kocham mocno!
Lika. 




niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 15

Miłość to uczucie które jest cholernie trudne do jakiegokolwiek przetłumaczenia. Czując miłość nie możesz spać, nie możesz jeść, nie możesz racjonalnie myśleć, podsumowując niszczysz się, mimo to jesteś szczęśliwy, najszczęśliwszy na świecie.
  Budząc się zorientowałam się, że leże na twardej wypanelowanej podłodze. Wstałam rozmasowując zastałe kości i ramię. Rozejrzałam się po pustym pokoju. Z toaletki zgarnęłam jakieś perfumy, szczotkę i udałam się w stronę łazienki gdzie zajęłam się poranną toaletą. Niespełna piętnaście minut minęło a ja gdyby nigdy nic wyszłam. Nigdy nie przywiązywałam jakiejkolwiek wagi do wyglądu.
- Dzień dobry. - oznajmiłam wchodząc do jadalni.
- Dzień dobry. -  odparli wszyscy zgodnie. Wszyscy czyli Ramallo i Violetta bo tylko oni znajdowali się jak na razie przy stole. Uśmiechając się sama do siebie siadłam na moim miejscu.
- Angie, dziś mam jeszcze wstąpić do Fran po teczkę bo jest chora a chciałaby, żeby Pablo rozpatrzył jej nową piosenkę co właśnie komponuje. A więc sama dojde do Studio, chyba ze miałabyś ochotę pójść ze mną do Fran? - przerwała ciszę Violetta. Przełknęłam kęs kanapki z indykiem.
- Tak się składa, że również mam parę spraw do załatwienia a więc nie ma problemu. Pozdrów od mnie Francesce. - mówiąc to miałam na myśli dzisiejsze spotkanie z Lucią.
- Pozdrowię. No to widzimy się w Studio. - oznajmiła zabierając torebkę z ramienia krzesła po czym wyszła z domu żegnając nas trzaśnieciem drzwi. Nagle wchodząca do jadalni Olga upuściła zastawę i wpatrywała się w swoje lewo z osłupieniem. Spojrzałam na nią pytająco.
- Olga? Coś nie tak? - spytałam z przerażeniem lecz Olga wciąż wpatrywała się w lewą stronę.
- Witam. - usłyszałam zza pleców. Postanowiłam, że odwarze się na ten krok i spojrzałam w punkt zainteresowania gosposi. Nagle ku moim oczom dojrzałam Rajmundo. Mężczyzna miał na sobie białą bieliznę oraz skarpetki, tylko białą bieliznę i skarpetki. Mimowolnie byłam onieśmielona. - Jak wam mija poranek moje drogie panie? - spytał półnagi mężczyzna po czym dziarsko siadł na miejscu pana domu. Rajmundo z ogromnymi oczami poprawił sobie przyciasny krawat. Nie spuszczając z niego oka zaśmiałam się lekko po czym zakryłam usta dłońmi i próbowałam skupić uwagę na indyku znajdującym się na moim talerzu. Nagle poczułam dłoń taniego striptizera na moim przed ramieniu. Spojrzałam w jego karmelowe oczy. Jego zadziorny uśmiech doprowadzał mnie do... - Zadałem pytanie.
- Całkiem dobrze. Dzięki, że pytasz. - uśmiechnęłam się kpiąco. Niespodziewanie w progu stanął German.
- Co to ma znaczyć? - spytał z lekkim podenerwowaniem. Zorientowałam się, że Rajmundo wciąż trzyma dłoń na mojej ręce. Wysunęłam się ślizgiem spod uchwytu. Rajmundo wstał z krzesła. Pod siłą ciężaru jego śnieżnobiałe bokserki lekko ssuneły. German machnął ręką przed oczami. Po czym popchnął Rajmundo w stronę jego sypialni krzycząc w jego stronę aby się ubrał. Olga wciąż stała w takiej samej pozycji co na samym początku a Ramallo był tak czerwony, że sądziłam, że zaraz się udusi. German powracając zmierzył mnie wzrokiem z pogardą. Powoli otworzył usta aby coś powiedzieć.
- Nic nie mów. - odparłam zabierając torebkę z krzesła i wychodząc z domu. German pożegnał mnie sącząc za mną spojrzeniem w stronę drzwi.
   Nie minęła dłuższa chwila a ja znajdowałam się już w parku. Moje włosy wirowały na przejrzystym wietrze. Po kilku minutach znajdowałam się już przed domem dziecka. Nie pewnie zadzwoniłam dzwonkiem. Ten budynek mnie przerażał, żadnej radości. W odpowiedzi usłyszałam kroki. Nagle w drzwiach stanął mężczyzna.
-Bongurjno? - spytałam zaskoczona widokiem przyjaciela wychodzącego z ośrodka.
- Qui madame. Witaj Angeles. - odparł francus. Spojrzałam na niego pytająco.
- No cześć, cześć. Co ty tu robisz? - spytałam. Bongurjno uśmiechnął się dziarsko.
- Mogę spytać o to samo ciebie. - oznajmił po czym kiwnął w moją stroną beretem żegnając się i zniknął w oddali parku. Wzruszyłam ramionami. W końcu miał racje, nie powinnam wtykać nosa w nie swoje sprawy. Lekko podrażniona weszłam do budynku i zamiast windy dziś wybrałam schody. Grunt to zdrowy styl życia, pomyślałam. Po dłuższej chwili wspinania się na siódme piętro żałowałam, że jednak nie wybrałam wygodniejszego transportu. Wchodząc na piętro od razu zapukałam w drzwi mojej małej dzisiejszej towarzyszki. W odpowiedzi usłyszałam ciche "proszę".
- Hejejejej! - przywitałam Lucie z entuzjazmem. Dziesięciolatka na mój widok podbiegła do mnie po czym objęła moją szyje i mocno utuliła.
- Witaj Angie! Już myślałam, że nie przyjdziesz. - oznajmiła zapłakanym głosem, mimo to wypełnionym radością. Uśmiechnęłam się do niej czule gdy odsunęła się od mnie.
- Jak mogłabym nie spełnić mojej obietnicy? - spytałam. Dziewczynka w odpowiedzi ponownie mnie przytuliła po czym wybiegła na środek pokoju i zakręciła kilka piruetów.
- Jak ci się podoba? - mówiąc to zaprezentowała mi swoją piękną turkusową sukieneczkę którą dziś założyła. Wyglądała w niej jak mała księżniczka.
- Wyglądasz pięknie. - odparłam wrażliwie.
- Naprawdę? Dziękuje. - dyglą jak mała primadonna. Parsknęłam lekko śmiechem a dziesieciolatka odwzajemniła ten gest.
- Naprawdę madame. A teraz moja droga idziemy do twojej wychowawczyni poprosić ją o pozwolenie abym mogła cię dziś ukraść na chwilę. - oznajmiłam lecz Lucia ani drgnęła.
- Nie jestem gotowa! Musze jeszcze upleść warkocz! - krzyknęła przerażona.
- Easy skarbie, easy xD Spokojnie, pomogę ci. - odparłam podchodząc w stronę księżniczki lecz ta gwałtownie odskoczyła do tyłu.
- Pozwól, że sama uplete a ty w tym czasie możesz pójść do mgr. Dulest? - zaproponowała. Uśmiechnęłam się czule rozumiąc Lucie. Kiwnęłam potwierdzająco głową po czym udałam sie do gabinetu. Zapukałam nie pewnie, ale już nie czekałam na odpowiedź tylko weszłam do środka.
- Dzień dobry. - przywitałam młodą kobietę za biurkiem. W tym czasie uniosła ona wzrok zza okularów po czym pokazała krzesło na którym siadłam.
- Dzień dobry. W czym mogę pani pomóc? - spytała. Uśmiechnęłam się w stronę kobiety.
- Chciałabym dziś zabrać Lucie na dzisiejsze popołudnie, chciałabym pokazać jej moje miejsce pracy. Uczę w szkole muzycznej nie daleko. - zaczęłam.
- Nie ma problemu. Mówimy o Luci Saramego tak? - spytała. Słysząc nazwisko zaniemówiłam.
- Słucham? - wydukałam z siebie po dłuższej chwili.
- Lucie Saramego, tak? W sumie to nie mamy innej podopiecznej w naszym ośrodku o tym imieniu. - oznajmiła kobieta. Angie ogarnij się.
- Tak, tak. - odparłam wciąż będąca w szoku.
- Nie ma problemu skoro pani jest pewna. Jesteśmy zadowoleni kiedy dobrzy ludzie są w stanie pomóc naszym dzieciom. Tylko niech pani wie, że Lucia jest bardzo wrażliwą dziewczynką jak i bardzo inteligentną na swój wiek jak mogła pani zauważyć, niech pani pamięta. - oznajmiła. Kiwałam potwierdzająco. Byłam już pewna aby zapytać się o historie nazwiska Luci lecz nie miałam szansy.
- Jestem gotowa. - nagle usłyszałam zza pleców. Obróciłam się zza siebie i ujrzałam tą księżniczkę z cudownym długim aż do kolan warkoczem.
- Pięknie wyglądasz Lucia. No dobrze to mam nadzieje, że Lucia przybędzie na kolacje. - odparła wychowawczyni.
- Tak, naturalnie. - chrypnęłam. Lucia chwyciła mnie za dłoń i zaciągnęła mnie zza drzwi szybko żegnając się z opiekunką. Nie mogła się doczekać naszego wyjścia, widziałam to.
Nie minęła minuta a my razem z moją malutką towarzyszką znajdowałyśmy się po za ośrodkiem. Nagle z twarzy malutkiej zszedł uśmiech. Zatrzymała się.
- Wszystko w porządku? - spytałam również przystając obok Luci. Ta lekko drygnęła.
- A co jeśli mnie nie polubią... - odparła cichutko. Spojrzałam pytająco.
- A kto ma cię nie polubić? - spytałam odgarniając włoski dziewczynki.
- Nie wiem. Sama nie wiem... Przepraszam, gadam głupoty. - oznajmiła. Ruszyła żwawo w stronę celu naszej podróży. Chwyciłam delikatnie za ramię moją towarzyszkę.
- Stój. Nie masz czego się obawiać. Tam wszyscy są przyjaźni i otwarci. - oznajmiłam dodając otuchy młodszej koleżance. Ta uśmiechnęła się do mnie.
- Tacy jak ty? - spytała. W odpowiedzi pokiwałam głową.
- Jeżeli wydaję się być przyjazna i otwarta, to tak. - zażartowałam kpiąco z siebie. Dziewczynka śmiejąc się lekko szturchnęła mnie w ramie po czym czule przytuliła. Umilkła. Łatwo przechodziła z stanu depresyjnego po przez stan rozbawienia w stan wrażliwości i emocji. Była taka jak ja. Odwzajemniłam uścisk.
- Dziękuje. Nie spotkałam nigdy takiej osoby jak ty. Takiej bezinteresownej, szczerej, po prostu dobrej. - oznajmiła. Na mojej śmiesznej buźce pojawił się szeroki uśmiech przy dekorowany rumieńcami na policzkach.
- Nie masz za co dziękować. A teraz chodź bo jeszcze się wzruszę przez ciebie! - poklepałam lekko towarzyszkę po czym ruszyłyśmy przed siebie.
Chwilę później znajdowałyśmy przed Studiem. Weszliśmy głównymi drzwiami budynku. Naszym oczom ujawnił się cudowny obrazek. Kilku nastolatków tańczyło, grało i śpiewało na środku Studio. Nauczyciele radzili swoim uczniom. Po ścianach odbijała się cudowna, żywiołowa muzyka. Lucia była zachwycona.
- Podoba ci się? - spytałam. Odpowiedź była zbędna. Po twarzy dziewczynki było widać jej radość oraz zachwyt. Nie zdziwiłabym się gdyby była w stanie tu zamieszkać. Lucia migiem zniknęła mi z oczu. Z niepewnej dziesięciolatki przeobraziła się w pewną siebie po prostu muzykę. Widać było, że to miejsce działa na nią. Podbiegła żywo do pary uczniów którzy właśnie grali pewien reperuar. Wsłuchiwała się pilnie w każdą nutę. Uśmiechnęłam się dumnie. Nagle poczułam czyjeś dłonie na tali. Drygnęłam.
- Czego się boisz? - usłyszałam zza pleców. Obróciłam się w stronę mojego dzisiejszego masochisty.
- Pablo, doprowadziłbyś mnie do zawału i to nie pierwszy raz. I prosiłam cię, żebyś tego nie robił. - odparłam wyraźnie zdenerwowana zachowaniem przyjaciela.
- Spokojnie, spokojnie. Od kiedy jesteś taka nerwowa?
- Odkąd pojawiłeś się w moim życiu! - krzyknęłam prosto w twarz Pablo. Jego odpowiedź była nijaka. Spojrzał na mnie pytająco. Zaczęło do mnie dochodzić to co właśnie zrobiłam.
- Pablo, przepraszam. - jęknęłam.
- Wszystko w porządku. Widzę, że przyprowadziłaś kogoś. - od razu zmienił temat. Postanowiłam dalej go nie ranić i nie drążyć mojej reakcji.
- Tak. Nazywa się Lucia. - oznajmiłam.
- Jakaś kuzynka Violetty? Nie wiem. Przyjaciółka rodziny Germana? - dopytywał.
- Nie. Dziewczynka z domu dziecka. Zabrałam ją na dzisiejsze popołudnie.
- Musi być unikalna, skoro poświęcasz jej czas.
- Jest. - już miałam zamiar narzucać mojemu przyjacielowi, że sugeruje, że nie mam serca i jestem bezuczuciowa, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
- Przypomina mi ciebie jak byłaś w jej wieku.
- Dlaczego tak sądzisz? - spytałam wyraźnie zaciekawiona.
- Nie widzisz tego. Spójrz. Czuję muzykę tak samo jak Angeles w trzeciej klasie podstawówki. Brakuje jeszcze tego aby niosąc kontrabas potknęła się o skrzypce. - przypomniał moją historie zza czasów małej mnie. Uśmiechnęłam się w stronę przyjaciela.
- Przepraszam. - szepnęłam w stronę Pablo. - Na co czekasz? Przytul mnie. - jak rozkazałam tak też zrobił. Dawno nie czułam bliskości, tak bardzo mi potrzebnej. Uścisk przerwało chrząkniecie. Oderwałam się lekko od Pablo i ujrzałam Lucie stojącą tuż przed nami.
- Lucia! I jak podoba ci się studio? Jak muzyka? Jak sądzisz ładnie są ściany pomalowane? - nie zgrabnie próbowałam wybrnąć z niekomfortowej sytuacji.
- To twój chłopak? - spytała w prost. Zaczęłam się jąkać. - Nie? Nie. Rozumiem. Cześć jestem Lucia. - młoda mądra dziewczynka zwróciła się w stronę Pablo.
- Witaj. Nazywam się Pablo.
- Miło mi cię poznać Pablo. Również uczysz w Studio? - spytała wyraźnie zaciekawiona.
- Tak. Jestem tutaj nauczycielem jak i również dyrektorem. - oznajmił dumnie. Wywróciłam oczami.
- Szlachetnie. Angie, oprowadzisz mnie jeszcze? Boję się sama dalej iść. - lekko zaskoczona chwyciłam dłoń mojej towarzyszki i szepnęłam w stronę przyjaciela "dziękuje" za to, że pomógł mi wyjść z tej niezręcznej sytuacji. W sumie to sama Lucia pomogła mi wyjść z tej sytuacji. - Do zobaczenia Pablo! - pożegnała go z uśmiechem. Ten jedynie machnął pożegnalnie ręką.
Lucie wpierw zaprowadziłam do sali tanecznej z której ze sztucznym uśmiechem wyrzucił nas Gregorio. Następnie do jednej z sal muzycznych a potem do sali do nagrywania i głównej ze sceną. Na koniec znajdowałyśmy się w mojej sali.
- Jak tu pięknie. Tak bardzo pozytywnie! - oznajmiła dziesięciolatka. Uśmiechnęłam się czule.
- Dziękuje. Staram się aby tak tu było.
- Nie musisz się wcale tak dużo starać. To miejsce ma szczególną atmosferę. - odparła.
- Jesteś bardzo inteligenta jak na swój wiek. Lubię z tobą rozmawiać. - oznajmiłam zbliżając się do dziewczynki.
- Dziękuje. Ja również lubię rozmawiać z tobą. Co prawda, rzadko kiedy z kim rozmawiam.
- Dlaczego?
- W sierocińcu nie mam z kim rozmawiać. Nikt mnie nie lubi. - jęknęła.
- Na pewno tak nie jest. Jesteś naprawdę wspaniałą dziewczynką!
- Nie ubolewam z tego powodu. Jest mi z tym dobrze. Nie jestem zbyt towarzyska. W sumie gdyby nie ty to bym pewnie zapomniała jak się mówi. - prychnęła. Nie okazywałam rozbawienia.
- To śmieszne co mówisz. Nie bój się do kogoś zagadać. Pierwszy krok może być trudny, ale na pewno dasz sobie radę. A tak po za tym nie masz czymś się martwić. Nie będziesz już sama. Będę cię co dziennie odwiedzać. Obiecuję.
- Nie powinno się składać obietnic, których nie jesteśmy w stanie dotrzymać. - odparła. Cicho węstkchnęłam. Czułam, ze Lucia jest dość skrzywdzona przez świat. Naszą rozmowę przerwała Violetta.
- Cześć Angie. - przywitała mnie siostrzenica.
- Dzień dobry. - odparła Francesca towarzysząca Violetcie.
- Cześć dziewczyny. - uśmiechnęłam się czule. - Sprawdzimy twój urok i zdolności towarzyskie. - szepnęłam w stronę Luci a ta jedynie wystrzebiła swoje piękne białe ząbki.
- A to kto? - spytała Violetta podchodząc z przyjaciółką do mojej towarzyszki. - Cześć. Jestem Violetta a ty?
- Lucia. - wycedziła przez zęby.
- A na nazwisko? - spytała Violetta.
- Nie obchodzi mnie twoje, więc po co ci moje?
- Widać nie jesteś zbytnio przyjazna. - odparła siostrzenica.
- Nie dla wszystkich. - zmierzyła wzrokiem Violette po czym skupiła uwagę na Francesce. - A ty jak się nazywasz? - dodała szczery uśmiech.
- Jestem Francesca. - odpowiedziała przyjaciółka Violetty.
- Przecudowne imię! Jesteś z Włoch? Miałam kolegę z Włoch! Nazywał się Lorenzo. Graliśmy w szachy w domu dziecka, ale już nie gramy. Adoptowali go jacyś zamożni państwo z Rossario. Pamiętam, że płakałam bardzo jak się żegnaliśmy. To było przykre, zostałam wtedy sama.
- Oj to smutne. Ale pocieszę cię. Mój kuzyn nazywa się Lorenzo i jest chyba w twoim wieku i lubi grać w szachy. Ma zamiar wpaść na święta do Buenas Aires. Być może odwiedzimy cię. Jest bardzo przyjazny. -oznajmiła włoszka.
- Naprawdę? To miłe! Dziękuje. Będę czekać. - oznajmiła blond włosa.
- Francesca myślałam, że jesteś chora. - odparłam.
-  Tak, ale dziś poczułam się lepiej, a więc postanowiłam, że przyjdę już do Studio! - wytłumaczyła włoszka.
- My musimy już iść. Zaraz mamy lekcje z Miltonem, a on nie lubi jak się spóźniamy. No cóż. Miło było cię poznać Lucia. Do zobaczenia w domu Angie. - pożegnalnie Violetta zniknęła z przyjaciółką zza drzwiami.
- Nie polubiłaś jej. - oznajmiłam.
- Wydaję być się nie szczera. Za to Francesca jest w porządku. - odparła.
- Tak się składa, że Violetta to moja siostrzenica. - słysząc to z moich ust dziewczynka zamilkła.
- Wybacz, nie chciałam. - spuściła w dół głowę.
- Nic się nie stało. Może ci się taka wydawać. Powinnaś ją bliżej poznać. - oznajmiłam.
- Postaram się.
- Jest już późno. Powinniśmy być już w ośrodku.. Nie powinnam cię opóźniać. - odparłam spoglądając na zegarek. Dziewczynka wzruszyła ramionami.
- Z dzieciakami z bidula jest jak z książkami z biblioteki, jak trochę przetrzymasz to zapłacisz i zapominają o sprawie. - oznajmiła. Otworzyłam szeroko oczy.
- Nie powinno traktować się dzieci z tamtąd jak przedmioty. Nie powinnaś tak mówić.
- Ale tak jest. Tak się traktuje. Nazywajmy rzeczy po imieniu. - jęknęła. Podeszłam bliżej dziesięciolatki.
- Masz racje, ale dla mnie jesteś wyjątkowa. Zapamiętaj. - przytuliłam do siebie Lucie. Czułam jej bliskość, czułam ją. Czułam jakbym przytulała siebie.
- To miłe. Tak naprawdę znasz mnie niespełna kilka godzin a już jestem dla ciebie wyjątkowa, w dodatku jestem dla ciebie wyjątkowa mimo iż obraziłam twoją siostrzenice. To ty jesteś wyjątkowa! - słysząc te słowa lekko się zarumieniłam, już nie pierwszy raz w towarzystwie młodej geniuszki od spraw ludzkich.
- No już. Koniec gadaniny bo naprawdę będę miała problemy. - oznajmiłam.
- Mogę cię jeszcze o coś prosić? - spytała. '
- Oczywiście.
- Zaśpiewasz mi coś? - na treść tego pytania dreszcze przeszły mi po plecach nie wiem czemu. Nie stawiając oporu podeszłam do klawiszy i nagle sala rozbrzmiała w melodi Algo se enciende. Podkład udoskonaliłam moją wysoką tonacją w którą ubrałam słowa piosenki napisanej przez mnie. Wydawało mi się, że to najbardziej odpowiednia piosenka. Zadedykowałam ją Luci. Zadedykowałam ją samotnej, dziesięcioletniej Angeles Caccara...
  Po moim skromnym wykonaniu, Lucia bez żadnego, najmniejszego komentarza zaproponowała wrócenie do domu dziecka. Zdziwiło mnie jej zachowanie. Jeszcze kilka minut temu była pierwsza do rozmowy, a po tym jak zagrałam jej utwór nie odezwała się prawie ani słowem. Stałyśmy już pod budynkiem. Była właśnie przerwa którą dzieci spędzały na dworze.  W oddali ujrzałam wychowawczynie Luci która machała w naszą stronę.
- Wygląda na to, że to koniec na dziś. - oznajmiłam.
- Mogę się jeszcze ciebie o coś spytać?
- Tak śmiało, pytaj. - pewna siebie odparłam.
- Jak masz na nazwisko? - słysząc to dość nie typowe pytanie drygnęłam.
- Caccara. - odparłam po dłuższej chwili milczenia. - Czemu pytasz?
- Sama nie wiem. Przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać. Wszystko w porządku.
- Dziękuje, świetnie się dziś bawiłam. - oznajmiła nie pewnie dziesięciolatka. - Do zobaczenia Angie. Pozdrów od mnie Violette i przeproś za moje dzisiejsze zachowanie.
- Przeproszę. Do zobaczenia. - pożegnałam wzrokiem malutką oddalającą się w stronę wychowawczyni. Czułam się inaczej. Czułam się dopełniona a zarazem czymś trapiona. Nie wiem, nie mogłam spląść myśli jakie wtedy chodziły mi po głowie.
  Do domu doszłam wieczorem. Po drodze wstąpiłam już do pobliskiej budki w jakiej spożyłam hamburgera, co nie było w moim żwyczaju, jednakże głód dał mi jasny znak, że w tamtej chwili rządał natychmiastowo swoich przywilejów. Otworzyłam nie pewnie drzwi po czym powiesiłam swój fioletowy płaszcz na wieszaku.
- Od jakiegoś czasu znikasz na wieczory. - usłyszałam zza pleców. Obróciłam się w stronę Germana.
- Nie wiem z jakiego powodu powinno cię to interesować. - odpowiedziałam bez uczuciowo.
- Powinno. Wszystko co z tobą związane bardzo mnie interesuje. - oznajmił szarmanckim głosem.
- Zapomniałam. - jęknęłam cicho po czym wywróciłam oczami i chcąc udać się do sypialni zostałam przyciągnięta w stronę szwagra. Moje ciało zostało przyciśnięte do jego ciała.
- Chcesz mi znowu uciec? - spytał. Ponownie zachipnotyzowały mnie jego czekoladowe oczy.
- Znowu? German. Ostatni czas nie jest odpowiedni. - oznajmiłam.
- Masz jakieś wątpliwości co do nas?
- Niegdyś mówiłeś, że nie ma nas a teraz jesteśmy. German nie wiem co mam czuć, nic już nie wiem. - mówiąc to do ukochanego ten objął mnie mocno po czym delikatnie musnął mój policzek.
- Rozumiem cię. Śpij dobrze. - delikatnie sunął dłonie z mojej tali i odsunął się dawając mi przejście po czym sam udał się w stronę gabinetu. Już miałam iść swoją stroną, lecz coś mnie zatrzymało.
- German... - szepnęłam na tyle głośno, że szwagier usłyszał moje wołanie.
- Tak?
- Kocham Cię. - oznajmiłam. German spojrzał na mnie po czym ponownie podszedł do mnie. Objął mnie w tali po raz kolejny, tym razem cieplej. Przymknęłam oczy a German wykorzystał ten moment obdarowując mnie namiętnym, gorącym pocałunkiem. Każdy odwzajemniałam łapczywie, lecz zarazem delikatnie. Znów czułam jego ciepło. Niczego innego wtedy nie pragnęłam.
- Ja ciebie też. A teraz już idź spać. Śnij o mnie a ja będę o tobie. - odparł ciepłym głosem po czym udał się już bez powrotnie do gabinetu.
- Będę. - szepnęłam już sama do siebie po czym również udałam się w swoją stronę.
_________________________
TATATATATA DAM XD
O lujuluju jak ja tu dawno rozdziału nie dodałam i myślałam, że już nie dodam, aż tu jednak ze względu na Izabele piękną moją drogą dodałam i się zmobilizowałam. W tym rozdziale dużo scen z Lucia jest, jest i Germangie na koniec też. Ahaha Rajmundzik na początku (scene z Rajem pisałam na początku listopada, a tu cały rozdział pod koniec grudnia, nie ma to jak mój refleksXD) Mam nadzieje, że rozdział jest całkiem dobry. Dużo dialogów :) Po za opowiadaniem. Mam nadzieje, że święta minęły wam jak najlepiej mi również całkiem dobrze :) Dziękuje za wszystkie życzenia a teraz zapraszam do komentowania!
Buziak dla was moi drodzy!
~Lika

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 14

- Pablo? - jęknęłam widząc te wszystkie nie odebrane połączenia od mojego przyjaciela. Nigdy nie dzwonił do mnie aż tyle razy. Przez głowę przeszły mi najgorsze myśli. Szybko wybrałam numer Pablo i oddzwoniłam. Po dłuższej chwili usłyszałam głos w słuchawce. Westchnęłam z ulgą. - Co się dzieję? Dlaczego tak często dzwoniłeś? - spytałam przejęta. W odpowiedzi usłyszałam tylko ciche "Bałem się o Ciebie...". Po chwili spojrzałam na ekran telefonu i dojrzałam napis "Połączenie zakończone". To było co najmniej dziwne. Spojrzałam jeszcze raz na komórkę po czym odłożyłam ją na swoje miejsce. Zastanawiało mnie to co Pablo miał na myśli mówiąc, że bał się o mnie. Czyżby miał jakieś powody? Przeszedł mnie lekki dreszcz. Nagle usłyszałam Olgę która zwoływała nas wszystkich na obiad. Wyszłam z sypialni i zamykając lekko drzwi udałam się w stronę jadalni. Ku mojemu zdziwieniu znowu ujrzałam mojego napastnika z kuchni. Spoglądał na mnie siedząc na miejscu Violetty po czym mrugnął do mnie i poklepał taboret koło siebie. Masochista. Wywróciłam niechętnie oczami i udałam się w stronę mojego miejsca. Mężczyzna wstał i odsunął mi krzesło zachęcając mnie abym usiadła. W tej chwili do jadalni wszedł German.
- Witam wszy...- poczułam wzrok mojego szwagra lecz nie potrafiłam oderwać wzroku od Rajmundo. Jego szczeniackie a zarazem intrygujące zachowanie w stosunku do mnie bardzo mnie zaciekawiło. - wszystkich! - zaakcentował po czym odsunął krzesło i siadł. Również zajęłam swoje miejsce. Po chwili nadeszła również Violetta.
- O cześć maleńka. Pamiętasz wujka Rajmundo? - nie wiem dlaczego, ale słowo wujek lekko mnie rozbawiło, dołączając fakt, że spojrzał się automatycznie na mnie. Przygryzłam delikatnie wargę i pozostawiłam kamienną twarz.
- Chyba nie miałam okazji zapamiętać. Violetta. - nastolatka podała dłoń nadal sterczącemu nad mną mężczyźnie po czym uśmiechnęła się do niego i lekko odepchnęła po czym zajęła swoje miejsce przy moim boku. Obróciłam się w stronę Rajmundo i samym spojrzeniem zaśmiałam mu się w twarz. Chyba zrozumiał moje intencje bo podniósł lekko brwi i przysiadł koło Ramallo. Na sam widok jego biednej minki lekko się uśmiechnęłam i obróciłam się w stronę talerza na potykając się na wzrok Germana. Od razu uśmiech zszedł mi z twarzy. Czułam jakby przeszywał mnie wzrokiem. Nigdy tak na mnie nie spojrzał, no chyba, że wtedy gdy dowiedział się o tym, że jestem ciotką Violetty... Ehm.
- A więc widzę, że już wszyscy zapoznali się z moim kuzynem Rajmundo. - mówiąc to nadal nie spuszczał ze mnie swego spojrzenia. - Mam nadzieje, że będziesz czuł się tutaj jak w domu a każdy z domowników na pewno się postara aby ten czas płynął ci jak najlepiej w mojej rodzinie. - oznajmił po czym wbił wzrok w talerz. Nie rozumiałam jego zachowania, lecz wszystko powoli nabierało sensu. Zazdrość.
Lekko się przeraziłam po czym po prostu miałam na to wyjebke, a co XD skupiłam się na czymś innym, możliwe, że na kimś innym...  Spojrzałam ponownie na mojego nowego koleżkę. Teraz ujrzałam jego czekoladowo - piwne oczy oraz ciemne bujne włosy które lekko unosiły się nad gładkie, wysokie czoło. Rysy twarzy jak wygrawerowane. Dobrze zbudowana postawa i mięśnie otaczające całe jego ciało, chcące przedostać się przez ciasne skrawki koszuli i jeansów. Olga również nie spuszczała wzroku z nowego mężczyzny w otoczeniu. Czy moje zachowanie jest dziwne? Angeles zastanów się nad tym co robisz. Wzrok Rajmundo kierował się w jeden punkt. Ta postawa była tajemnicza i sprawiała, że co raz bardziej interesowała mnie postać kuzyna Germana.
Podczas posiłku ukrytkiem spoglądałam na Rajmundo lecz co chwile odwracałam wzrok ponieważ zawsze przyłapywałam go na tym, że wpatrywał się we mnie tym swoim spojrzeniem. Lekko zarumieniona spojrzałam mimowolnie na Germana który również się na mnie patrzał. Czułam się co raz bardziej niekomfortowo. Szybko skończyłam posiłek i zgłosiłam się do pomocy Olgicie w zmywaniu, lecz nie sądziłam, że tak to się skończy.
- Olgo, może zastąpię cię podczas zmywania? Nie wypada tak aby taka piękna kobieta jak pani męczyła się nad tymi naczyniami. Byłbym bardzo szczęśliwy gdybym mógł pomóc i odwdzięczyć się za ten pyszny posiłek w ten sposób. - odparł Rajmundo który znikąd znalazł się w kuchni. Olga zatrzepotała rzęsami i tłumiąc się do mężczyzny ściągnęła fartuch.
- Skoro pan nalega, nie wypada odmawiać gościom! - odparła po czym jeszcze chwile wpatrywała się w Rajmundo i udała się w stronę sypialni w podskokach. Mężczyzna podwinął rękawy koszuli i zabrał się za moczenie talerzy w zlewie. Przygryzłam wargę po czym starałam nie zwracać uwagi na niego.
- A więc  Angeles, czym się zajmujesz? - spytał nie spuszczając wzroku z naczyń.
- Uczę muzyki w szkole nie daleko. - oznajmiłam. - A ty?
- Jestem inżynierem tak jak German. Pracowaliśmy razem w Niemczech oraz w Polsce (tag bardżo PoloniaXD). - odparł. Spojrzałam na niego.
- W Polsce? - spytałam wyraźnie zaintrygowana.
- Tak. Polska nie jest bogatym krajem, mimo iż bardzo pięknym zabytkowo. - oznajmił. Zastanawiał mnie fakt, gdzie podziała się ta jego odwaga i pewność siebie. W rozmowie był spokojny i dostojny.
- Rozumiem. Z chęcią kiedyś odwiedzę ten kraj wydaję się bardzo interesujący. - spuściłam wzrok na brudne talerze po czym zamoczyłam je w wodzie.
- Dla mnie coś innego wydaje się bardzo interesujące. - mówiąc to oparł się przed ramieniem o blat przy którym myłam naczynia.
- Wydaję mi się, że nie powinno. - mówiąc to szarpnęłam mu ręcznikiem przed nosem po czym zaczęłam wycierać purpurową zastawę. Inżynier poprawił lekko kołnierz.
- Skoro tak sądzisz to z pewnością masz racje, mimo to muszę ci powiedzieć, że słynne z nieposłuszniej  opini wśród ludzi, aczkolwiek będę starać się być grzeczny wśród takiej pięknej damy. - na moim policzku chwilowo pojawił się rumieniec. Po czym spuściłam ponownie wzrok. Nagle zorientowałam się, że stoi za mną nie kto inny jak German.
- Witaj kuzynie. - odparł Rajmundo. Ja jedynie starałam się być niezauważalna.
- Pozostawisz mnie samego z Angie. - odparł. Obróciłam się w strone Germana. Rajmundo jedynie przytaknął i wyszedł z kuchni. German podszedł do mnie. - Chcesz mi coś powiedzieć?
- Nie, nie mam ci nic do powiedzenia. - oznajmiłam po czym ponownie obróciłam się w stronę zlewu. German objął mnie w tali i przesunął przodem w swoją stronę. Po raz ponowny poczułam jego ostry zapach, męskich perfum którymi miał zwyczaj się spryskiwać.
- Na pewno? - spytał. Przymrużyłam lekko oczy po czym lekko uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosny? - odparłam z lekką ironią w glosie. German przysunął mnie do siebie po czym delikatnie pocałował. Przymknęłam oczy i pogrążyłam się w pocałunku.
- Sądzę, że nie powinienem mieć powodów. - mówiąc to na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech po czym poprawił mi opadające kosmyki włosów i wyszedł z kuchni. Czując jeszcze ciepło jego warg na ustach poczułam lekki dreszcz. On mnie kocha, czuje to. Po chwili przypomniałam sobie, że kilka chwil temu byłam zaintrygowana pewnym inżynierem którym nie był mój szwagier...
  Mijały kolejne godziny a ja bez celnie plątałam się po salonie. W końcu przysiadłam przy foretpianie. Rozłożyłam elegancko palce i zaczęłam delikatnie przerzedzać opuszkami po białych klawiszach. Odkrztusiłam. Podniosłam prawą dłoń nad fortiepian po czym ją opuściłam i zabrzmiały pierwsze nuty. Po dłuższym wstępie dołączyłam kolejny instrument którym był mój głos. Poniosłam się w melodie "Tienes Todo" po czym za każdym razem zmieniałam intepretacje tej piosenki. Całe wykonanie zakończyłam delikatnym przesunięciem opuszków po klawiszach. Wstałam z krzesełka i dłuższą chwilę wpatrywałam się w zdjęcie Mari które znajdowało się na fortepianie. Uśmiechnęłam się.
- Dziękuje ci siostro. - szepnęłam w stronę ramki. Nagle poczułam czyjeś ciepłe dłonie na tali. Obróciłam się delikatnie w stronę napastnika i zastałam te dobrze znane czekoladowe oczy spoglądające w moje.
- A ja dziękuje tobie. - usłyszałam. German lekko obdarzył mnie pocałunkiem po czym poprawił ramiączko które opadało na moje gołe ramię. Czule uśmiechnęłam się w jego stronę po czym mocno przytuliłam.
- Kocham Cię. - oznajmiłam nie pewnie, po przez szept.
- Ja Ciebie też. - German pocałował moją głowę i lekko pogłaskał po włosach. Niespodziewanie usłyszeliśmy odkasznięcie które przerwało nam tą piękne chwile. W progu kuchni stała Violetta. Zauważyłam Francesce która również sterczała w przy przyjaciółce wpatrzona w nas z lekkim uśmiechem i błyskiem w oku. Dziewczyny podeszły do nas a my odepchneliśmy się gwałtownie od siebie.
- Zachowujecie się jak dzieci! - parsknęła Violetta a my oboje udawaliśmy, że nie wiemy o czym mówi. Nagle German objął mnie w tali i przyciągnął do siebie.
- Nie wiem o czym mówisz. - odparł z ironią w głosie po czym pogłaskał mnie po biodrach. Lekko zawstydzona spojrzałam na siostrzenice i jej przyjaciółkę. German lekko przycisnął mi dłoń dając mi otuchy.
- I właśnie tak powinno być! - oznajmiła Violetta a Francesca tylko uśmiechnęła się i podniosła kciuk do góry po czym obydwie zachichotały i udały się w stronę schodów. German ponownie mnie pocałował, tym razem okazałam mniej zainteresowania tym uczuciem.
- Wszystko w porządku? - spytał. Instyktownie wywróciłam oczami.
- Wszystko jest wspaniale. - oznajmiłam po czym ponownie wpadłam w stronę ramion mojego ukochanego. Z każdym pocałunkiem namiętność stawała się co raz bardziej  widoczna. German stawał się bardziej zaangażowany w to co odwzajemniawaliśmy sobie. Inżynier zaczął po woli przybliżać się do mnie na taak bliską odległość, że czułam bicie jego serca. Mój ukochany przybliżył mnie do ściany nie przestając wciąż obejmować moich warg. Mocno odepchnęłam go na milimetrową odległość. - Violetta, Francesca... - szepnęłam.
- Możemy się przenieść gdzie indziej. - oznajmił. Lekko się zaczerwieniłam. Inżynier zaczął ponownie się do mnie przystawiać lecz ponownie zgasiłam jego zapał.
- Wybacz, nie dziś... nie jestem w stanie. Przepraszam. - mówiąc to wyzwoliłam się z objęć Germana i udałam się w stronę mojej sypialni. Zamykając drzwi zjechałam po nich na ziemie, chwytając się za głowę. Wszystko było nie zrozumiałe, całe moje życie jest nie zrozumiałe...
__________________________________________
Dobry wieczór.
Na początku chciałabym podziękować za cierpliwość ponieważ rozdział nie pojawił się szybko z tego co widzimy. Od tego czasu wiele się stało... =) Rozdział jak najbardziej dzwiny i nie zrozumiały, tak samo jak życie i sytuacja naszej Angeles. Moi drodzy czytajcie, komentujcie i dawajcie co raz więcej motywacji.
Dziękuje za wszystko,
miłego wieczoru.

 Lika.

piątek, 24 października 2014

Rozdział 13

- German... - szepnęłam przerażona podczas gdy usłyszałam głos mojej siostrzenicy. Szwagier jedynie odsunął się od mnie a ja zeskoczyłam ze stolika zapinając koszule.
- Spokojnie, emm. Schowaj się! Schowaj się za komodą. - oznajmił bardzo cicho. Spojrzałam na niego pytająco. W końcu domyśliłam się dlaczego to powiedział, było by to dziwne, że siedzi zamknięty w gabinecie na klucz z swoją szwagierką, ehh biedna Violetta. Szybko schowałam się za szafką i przykucnęłam. Mimo tej nie komfortowej sytuacji miałam uśmiech na twarzy. Cała sytuacja przed pukaniem Violetty przypomniała mi się momentalnie. Z całego szczęścia lekko westchnęłam. - Nie martw się, kiedyś dokończymy. - szepnął w moją stronę German a ja jedynie się zaczerwieniłam. Inżynier poprawił koszule i otworzył nie pewnie drzwi. W progu stanęła jego córka.
- Tato, dlaczego nie otwierałeś?! W ogóle dlaczego drzwi były zamknięte? Gdzie jest Angie? Chcę z nią porozmawiać! - w ciągu minuty nastąpiła fala nie wygodnych pytań. Tak bardzo chciałam pomóc Germanowi i wytłumaczyć coś, skłamać aby wszystko było naprostowane.
- Ymm, chciałem posiedzieć sam... Żeby nikt nam, ee to znacz mi nie przerywał. I skąd podejrzenie, że może być tu twoja ciotka? - odparł nie pewnie. Byłam cichym świadkiem całej tej rozmowy.
- Przepraszam tato, nie chciałam ci przeszkadzać. Po prostu dziś pokłóciłam się z Angie. Zaczęła na mnie wrzeszczeć a ja jej tylko zwróciłam uwagę na to jak się zachowywała w stosunku do ciebie dziś przy śniadaniu. - oznajmiła Violetta. Coś we mnie się zagotowało. Chciałam wyjść tam i wszystko wytłumaczyć, ale nie mogłam.
- Zrozum ją córeczko, widzisz, że sama po powrocie musi wszystko sobie ułożyć. - odparł.
- Tak wiem...Tato? -
- Tak kochanie?
- Czy ciebie i Angie coś jeszcze łączy? - spytała. Z tym pytaniem coś we mnie pękło, ale nie spodziewałam się takiej odpowiedzi ze strony mojej siostrzenicy jaka później nastąpiła.
- Dlaczego pytasz?
- Bo ja nie chcę. Nie chcę aby was coś łączyło. Angie jest złą osobą. Może kiedyś była najwspanialszą osobą jaką znałam, ale dziś, teraz to nie jest ta sama Angie... Dziś mnie zraniła... - słowa mojej siostrzenicy bardzo mnie zabolały. Nie wiem jak mogłam jej coś takiego zrobić, czy to była moja wina? Nie wiem dlaczego dziś tak na nią naskoczyłam, nie wiem dlaczego dziś tak naskoczyłam na Germana, a przed chwilą oboje okazywaliśmy sobie namiętność.
- Nie wiem dlaczego się tak zachowała. Może ma okres? Spróbuj z nią porozmawiać. - oznajmił.
- Nie, nie chcę z nią rozmawiać... Przepraszam tato, że zajęłam ci twój cenny czas. - mówiąc to pożegnała ojca wzrokiem i zatrzasnęła drzwi. Momentalnie wyskoczyłam zza komody.
- Jestem zła na siebie! Jestem wściekła! - zaczęłam robić sobie wyrzuty i krążyć dookoła gabinetu szwagra.-Sama nie wiem jak mogłam jej coś takiego powiedzieć! - kontynuowałam aż w końcu German podszedł do mnie i chwycił mnie za ramiona.
- Przestań się obwiniać! - krzyknął. Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Ale to moja wina, nie rozumiesz tego! Violetta ma mnie teraz za najgorszą osobę a ja... - nagle coś mnie uciszyło. Poczułam gorące usta Germana na moich zziębniętych wargach. Przypomniało mi się jak byłam z Pablo. On też często mnie tak uciszał. To było miłe wspomnienie. German odchylił usta od moich i objął mnie w tali.
- Idź do niej porozmawiaj z nią i uspokój się, dobrze? - słysząc to z ust ukochanego wtuliłam się w niego a on objął mnie jeszcze mocniej. - No idź, powodzenia.
Wychodząc z gabinetu pożegnałam ukochanego wzrokiem i ruszyłam w stronę pokoju Violetty. Każdy schodek był co raz trudniejszy do pokonania. Po długiej tułaczce stanęłam wreszcie przed drzwiami Violetty. Nie pewnie zapukałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Postanowiłam wejść. Violetta siedziała na łóżku z pamiętnikiem na kolanach i coś zapisywała. Od razu po przekroczeniu progu przykucnęłam na łóżku i wyrwałam z rąk siostrzenicy pamiętnik po czym wyrzuciłam go za siebie.
- Oszalałaś?! Pozwolił ci tu ktoś wejść?! - mówiąc to chciała pobiec na ratunek zeszytowi, ale jej na to nie pozwoliłam.
- Tak oszalałam i nie, nikt mi nie pozwolił, sama sobie pozwoliłam! - oznajmiłam z pełnym spokojem.
- Nienawidzę cię! Rozumiesz? N-I-E N-A-W-I-D-Z-Ę!! - mówiąc to Violetta odepchnęła mnie i skuliła nogi po czym schowała twarz. W oku zakręciła się łza. Przyczołgałam się do niej i objęłam po czym mocno przytuliłam do siebie.
- A ja cię kocham, kocham jak nikogo innego. Rozumiesz?! - krzyknęłam na tyle głośno, aż Violetta spojrzała się na mnie. Odchyliłam jej kosmyki włosów i ucałował czółko. - Przepraszam Vilu, przepraszam za wszystko. - oznajmiłam po czym siostrzenica w tuliła się we mnie mocniej.
- Nie rań mnie więcej... - szepnęła. Poklepałam ją lekko po pleckach.
- Już nigdy...
  Powieki były ciężkie. Otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się po pokoju w którym przebywałam. Było to różowo białe pomieszczenie, nie przypominające mojego szarego kanciapka którego nazywam sypialnią. Otworzyłam szerzej oczy i zorientowałam się, że na moim ramieniu znajduje się główka otoczona krótkimi blond loczkami z ciemną nasadą. Wygląda na to, że zasnęłam w pokoju Violetty a ona przy mnie. Probując wyczołgać się łóżka przykryłam siostrzenice kołderką i wstałam.Czułam lekki ból w szyi. Nie spało mi się wygodnie. Zeszłam ze schodów kierując się w stronę mojej sypialni. Tam zmieniłam swoje ubrania i zajęłam się poranną toaletą.Włosy spięłam niechlujnie w kitkę i udałam się w stronę kuchni.
- Witaj Oleńko. - mówiąc to podeszłam do gosposi i ucałowałam ją lekko w policzek.
- Dzień Dobry Angeles! Jak się spało? - spytała jak zwykle z wielkim entuziazmem plącząc się po kuchni. Wywróciłam oczami i siadłam na krzesełku przy blacie.
- Wolę nie komentować dzisiejszej nocy. - oznajmiłam masując sobie szyję. Olga spojrzała na mnie pytająco po czym lekko zachichotała.
- Aż tak źle, myślałam, że pan German to delikatny mężczyzna, no ale...
- OLGA!!! - wykrzyknęłam uspokajając gosposie. Jak mogła sobie pomyśleć, że ja i German, że my.. Co? Czy wszyscy w tym domu myślą tak samo! - Olga skąd przyszło ci coś takiego do głowy?!
- No bo byłam u Ciebie wieczorem bo twój telefon non stopem dzwonił! O mało co nie wyrzuciłam go przez okno! Nie potrafiłam odebrać kto robi takie ustrojstwa bez klawiszy...
- Do rzeczy...
- A więc nie było cię w łóżko a więc co miałam sobie pomyśleć! - odparła oburzona oskarżeniem z mojej strony. Ciężko westchnęłam!
- Olgo to, że wieczorem nie zastałaś mnie w łóżku nie znaczy, że spędziłam noc z moim szwagrem. - odparłam. Olga z przerażenia otworzyła usta. - Tak Olga, ze szwagrem! Nie zapominajmy kim tak naprawdę German dla mnie jest... - oznajmiłam po czym ujęłam w dłoń jabłko. - A teraz przepraszam. - po czym wyszłam z domu.
 Jak dobrze, że dziś sobota i mam wolne! Pogoda jest cudowna tyle sposobów na spędzenie miło wolnego czasu, ah tak tylko, że samemu to już nie będzie tak miło. Ugryzłam ostatni kęs jabłka i wyrzuciłam do kosza. Ku moim oczom pojawił się szyld domu dziecka pani Konglis. Wpadłam na świetny pomysł, a gdybym tak odwiedziła tą dziewczynkę, może dowiedziałabym się trochę więcej o niej. Udałam się w kierunku znaków prowadzących do domu dziecka. Stanęłam przed drzwiami do ogromnego budynku. Zadzwoniłam dzwonkiem i w odpowiedzi usłyszałam stanowczy męski głos "Do kogo?". Lekko zaniemówiłam po czym odparłam.
- Chciałabym odwiedzić Lucie, tylko, że... - nie musiałam kończyć faktu, że nie znam jej nazwiska, drzwi od razu rozstąpiły się przed mną. Lekko zdziwiona weszłam zza próg. "Pokój numer 56" usłyszałam. Mhm interesujące, że nie sprawdzają odwiedzających. Podeszłam do windy i kilkłam numer 56. Winda zjechała a ja lekko wstąpiłam  w jej progi. Była pusta. Szybko w mgnieniu oka znajdowałam się już na 4 piętrze. Wyszłam z windy i wzrokiem przeglądałam numerki pokoi. Ku moim oczom znajdowały się drzwi z numerkiem "56". Nie pewnie chwyciłam klamkę po czym lekko zapukałam. W odpowiedzi usłyszałam cichutkie oraz delikatne "Proszę". Pociągłam za klamkę i stanęłam w progu drzwi. Dojrzałam tam malutkie pomieszczenie z drewnianym łóżkiem i komodą w kolorze białym. Jakąś toaletkę i maluteńkę lustereczko. Na krzesełku przy toaletce siedziała dziewczynka, ta sama dziewczynka z tymi samymi długimi blond włosami i pięknymi blond oczami. Ponownie pletła warkoczyk.
- Cześć. - odparłam podchodząc do dziewczynki.
- Dzień dobry. - oznajmiła dziewczynka zaskoczona moim widokiem. Przysunęłam drugie krzesło i przysiadłam koło niej.
- Jak się masz? - spytałam przyglądając się Luci przez lusterko.
- Dobrze, dziękuje. A ty, Angie? - wydukała. Pamiętała moje imię, bardzo miło.
- Nie najgorzej. - moją uwagę przykuły kartki z jakimś tekstem i nutami. Ujęłam kilka w dłoń. - Komponujesz? - odparłam ze zdumieniem przyglądając się tekstom.
- Próbuje, ale nie można nazwać tym co robię komponowaniem. - oznajmiła wciąż nie opuszczając wzroku z warkocza. Spojrzałam na nią pytająco.
- Żartujesz sobie, to jest świetne! Jejku, nie sądziłam, ze w tak młodym wieku można tworzyć tak świetną muzykę! - wykrzyknęłam klepiąc lekko Lucie po ramieniu.
- Dziękuje, to miłe co mówisz. - odparła kończąc warkoczyk. - Podoba ci się?
- Tak, jest prześliczny. Kto cię nauczył tak pięknie pleść? - spytałam dotykając dzieło dziewczynki.
- Nie wiem, ale sądzę, że siostra. - oznajmiła.
- Masz siostrę? Jak się nazywa? - spytałam po czym odłożyłam długi warkocz na ramię Lucii.
- Mam i to dwie! Niestety nie znam ich, nie wiem jak mają na imię, kim są... - wydukała załamanym głosikiem. Lekko przechyliłam głowę i spojrzałam prosto w oczy dziewczynki.
- To skąd wiesz, że masz siostrzyczki? - spytałam odchylając kosmyki spadających włosów z  niechlujnego kucyka. Dziewczynka lekko przetarła oczy.
- Bo wiem. - odparła po czym odłożyła szczotkę na miejsce. Czułam, że uraziłam Lucie a więc postanowiłam już nie drążyć dalej tematu.
- Wiesz czym się zajmuje? - spytałam tak od czapy.
- Nie, skąd mam wiedzieć. - odparła głaszcząc włosy.
- Uczę śpiewu w pewnej szkole niedaleko. - oznajmiłam. Dziewczynka lekko się uśmiechnęła.
- Naprawdę? - spytała widocznie zainteresowana.
- Tak, może przyjdę tu po Ciebie w poniedziałek i pójdziemy razem do Studio? - spytałam. Dziewczynka aż szerzej otworzyła oczy.
- Tak, bardzo bym chciała! - mówiąc to dziewczynka wskoczyła mi w ramiona a ja przytuliłam ją do siebie po czym spojrzałam na zegarek.
- To jesteśmy umówione, wpadnę tu omówić z twoją opiekunką szczegóły naszego wypadu a póki co to muszę już zmykać. - oznajmiła.
- Szkoda, dziękuje, że mnie odwiedziłaś. Do zobaczenia! - na pożegnanie pomachałam dziewczynce i wyszłam z budynku.
Ta Lucia jest naprawdę cudowna, tylko, że zamknięta w sobie to smutne. Szłam tą samą drogą do domu. Postanowiłam, że wejdę tylnymi drzwiami od strony kuchni bo nie mam siły na rozmowy. Na blacie zobaczyłam kawał ciasta czekoladowego. Nie odmówię sobie takiej przyjemności. Podeszłam do stolika i ujęłam w dłoń kawałek biszkoptu. Nagle usłyszałam trzask! Coś mnie mocno zabolało.
- Ulala, jaka czikita! - usłyszałam zza pleców. Poczułam czyjąś dłoń na moich pośladkach. Momentalnie obróciłam się i zamachłam się w stronę napastnika dając mu bolesny cios w policzek. - Cholera! - krzyknął nieznajomy mężczyzna który zgiął się do przodu trzymając dłoń na czerwonym policzku. Chwyciłam odruchowo za torebkę aby ponownie zadać cios. - Ej, ej spokojnie moja droga.
- Kim ty jesteś i co to miało w ogóle znaczyć?! - zaczęłam traktować tego mężczyznę jak na komisariacie.
- Myślałem, że German woli łagodne kobitki a nie jakieś morderczynie z piekła rodem, haha. - mówiąc to podźwignął się z ziemi po czym podał mi dłoń. - Witam, Rajmundo jestem, ale ty moja kochana możesz mówić mi Raj i chętnie poznam cię bliżej. - odparł po czym puścił mi oczko i ponownie złapał za pośladki. Gwałtownie go odepchnęłam po czym przycisnęłam do ściany.
- A ja jestem Angie, ale ty mój kochany możesz mówić mi panno Angie i jeżeli jeszcze raz to zrobisz to nie skończy się na spoliczkowaniu. - oznajmiłam również puszczając do niego oczko.
- Uuuu zadziorna, lubię to! - parsknął mężczyzna po czym wziął jabłko i podrzucił do góry i ponownie złapał uśmiechając się do mnie szarmancko. - Do zobaczenia czikita. - żegnając go wzrokiem założyłam ręce na recę i uśmiechnęłam się w niego stronę po czym chwyciłam się lekką za pośladek, to bolało.
 Udałam się do mojego pokoju i ciężkim westchnięciem podsumowałam dzisiejszy dzień. Spojrzałam ukartkiem na telefon. Ah tak! Przecież Olga mówiła, że ktoś próbował się do mnie dodzwonić! Wstałam ciężko z łózka i chwyciłam komórke. 46 nieodebranych połączeń?
_________________________________________

Zakończenie takie nijakie bo dostałam #FAV na tłiterku od Clarity i tak się jaram jak nie wiem hahah <3
Haha teraz Clarita podziwia moje zdjęcie z kubkiem na którym widnieje jej twarzyczka! :D
Hahaha bardzo się cieszę, ale wracając do rozdziału ;)
Dedykuje go Pauli, która ostatnio tak miło skomentowała mój rozdział, że naprawdę zrobiło mi się słodko i gdyby nie tamten komentarz rodziału by do dziś nie było :D
Muahahah Rajmundo taki podrywacz XD Haha :D
Lucia, mhmm ;)
Next niebawem :D
Komentujcie kochani bo piszę dla was! <3

Pozdrawiam
Lika

wtorek, 14 października 2014

Rozdział12

Leże na łóżku. Budzę się. Za oknem panuje szarość i cień. Patrzę w drzwi. Nagle jakaś ciemna postać staje w rogu. Przecieram oczy i ponownie spoglądam w to samo miejsce. Widzę niską, chudziutką postać. Nagle przybliża się do mnie i staje w miejscu gdzie pada właśnie strumień wschodzącego słońca. Poznaje tą osobę. Widzę Lucia! Spoglądam na nią. Ma posiniaczoną rękę i twarz. Mówi do mnie. Mówi do mnie coś nie zrozumiałego. Nie rozumiem jej! Nagle krzyczy! Po policzku spływa jej łza! Nie mogę jej pomóc! Chcę jej pomóc! Nie wiem jak!
- Angie! Angie wstawaj spóźnimy się do Studio! - te słowa wybudziły mnie ze snu. Otworzyłam zaspane powieki i odruchowo przetarłam je. Nad mną czyhała Violetta. Spojrzałam na nią pytająco a następnie na zegarek. 10.30 wskazywały wskazówki. - Angie no dalej! Ubieraj się!
- A może tak, dzień dobry? - mówiąc to lekko zaśmiałam się po czym starałam się kilkukrotnie choć bezskutecznie zwlec z łóżka.
- Dzień dobry! A teraz chodź! - szarpnęła mnie za rękę pociągła w stronę garderoby. Wybrałam na opak jakieś spodnie w które wcisnęłam biało-granatową koszule. Na to założyłam dopasowaną marynarkę. Wchodząc do łazienki nie potrafiłam zapomnieć o śnie, co mógł oznaczać? Co robiła w nim ta dziewczynka z  pobliskiego domu dziecka? Dlaczego nie potrafiłam o niej zapomnieć...
  Mijały minuty a ja w mgnieniu oka byłam już gotowa. Zeszłam do jadalni i zastałam tam wszystkich domowników konsumujących śniadanie.
- Dzień dobry. - odparłam przysiadając się do stołu i pożerając oczami wszystko co znajdowało się w zasięgu mojego wzroku w tym Germana rownież. Głodny brzuch koniecznie domagał się swoich przywieli, po tym jak wczoraj nie dostarczyłam mu porcji radości przez moje humorki.
- Dzień dobry Angeles! - odezwał się Ramallo nakładający wówczas szczypiorek na kanapke. Po nim Olga również powitała mnie z wielki entuzjazmem. Jedynie German siedział cicho czytając gazetę.
-Panie Germanie! Proszę się przywitać z Angie! Na Boga siedzi pan tu jak szczur pod miotłą! - wykrzyknęła zwracając uwagę wszystkich domowników gosposia.
- Mówi się jak mysz pod miotłą, Olgita. - oznajmiła Violetta klikająca coś w swój telefon.
- Mysz, szczur to to samo! Lecz w wypadku pana Germana da druga wersja lepiej mi odpowiada! - nie potrafiłam powstrzymać zdumienia i zaangażowania Olgi w stosunki moje i Germana. - No dalej!
- Emm, dzień dobry Angie. - odparł posłusznie pan domu nie odrywając wzroku od czasopisma i kompletnie mnie ignorując przewrócił kartkę na drugą stronę. Spojrzałam na niego dłuższą chwile.
- Dzień Dobry. - odparłam z wielkim, sztucznym entuzjazmem. Postanowiłam nie dać za wygraną. - Olga, spokojnie nie zmuszajmy osób którym się czegoś nie chcę bo na przykład nie spełniło się ich wymagań, albo czymś niechcący zaintrygowało czy po prostu podnieciło. - nagle Violetta oderwała się od telefonu, a Ramallo głośno przełkną ślinę. Miałam na myśli wczorajszą sytuacje gdy mnie i Germana dzieliły jedynie milimetry. Spojrzałam na Germana aby upewnić się czy to wystarczy, ale on jak widać chciał więcej, bo nie raczył się na mnie spojrzeć. - Wiesz Olga, jak mężczyźnie nie dasz tego co chcę, to potem będzie wielce obrażony i nie będzie raczył powiedzieć ci głupiego "dzień dobry", pff co ja mówie nawet nie będzie raczył spojrzeć na ciebie. Potem ty będziesz go przepraszała, a on i tak swoje w końcu przestaniesz i dopiero wtedy odezwie się jego pożądanie co do twojej osoby. - W tej chwili German gwałtownie odłożył gazetę na blat. Każdy z obecnych odskoczył z przerażenia, lecz ja pozostawałam wpatrzona w jego oczy które po raz pierwszy od wczorajszego popołudnia się na mnie spojrzały. German zebrał się z krzesła i wstał ja również poczyniłam to samo. Oboje staliśmy w siebie wpatrzeni mając na plecach spojrzenia pozostałych domowników.
- Niekiedy pożądanie w stosunku do kobiety trwa od początku do końca. Od pierwszego spojrzenia, od pierwszego  zetknięcia, do końca. - odparł. Moje policzki zostały pokryte czerwonymi rumieńcami. Dłuższą chwile spoglądałam w niego ze zdumieniem a on na mnie, postanowiłam coś dodać.
- W niektórych przypadkach tak nie jest, bo jakby mężczyzna naprawdę pożądałby kobietę nie ignorowałby jej, tylko chciałby się do niej zbliżyć, za każdą cenę. - mówiąc to schyliłam się ujmując w dłonie kanapkę posmarowaną dżemem po czym uniosłam ją na chwile do góry. - A teraz przepraszam, Violetta chodź bo spóźnimy się do Studio.- spojrzałam na moją siostrzenice a ta na mnie z otwartymi ustami. Lekko zamknęłam jej buźkę zabierając torebkę i kanapkę ze sobą, Violetta posłusznie pomaszerowała za mną. Pozostawiłam Germana z lekkim niezrozumieniem i w towarzystwie dociekliwego Ramallo.
   - Możesz mi wytłumaczyć co to miało znaczyć? - odparła siostrzenica z lekkim chichotem w głosie. Spojrzałam na nią i lekko wywróciłam oczami czując się lekko nieswojo.
- A co to miało znaczyć? Nic po prostu... - zaczęłam. Nagle zorientowałam się, że Violetta nie towarzyszy mi w tułaczce do Studio, lecz stoi kilka metrów za mną. Obróciłam się ku niej. - Co się dzieje?
- Właśnie o to samo chcę cię zapytać. - oznajmiła nie ruszając się z miejsca, ja również tak postanowiłam.
- Nie rozumiem.
- Angie ty nigdy niczego nie rozumiesz! Nie podobało mi się to jak dziś potraktowałaś tate przy śniadaniu, to nie było w twoim stylu! - odparla donośnym głosem. Coś we mnie się zagotowało.
- A mnie nie podoba się ton w jakim do mnie mówisz! Nie zapominaj, że nie jestem twoją koleżaneczką! - krzyknęłam w stronę mojej siostrzenicy, ta natomiast spojrzała na mnie pytająco. Postanowiłam do niej podejść. - Zrozum Violetta, nie ma już dawnej Angie, po powrocie z Francji już nie jestem sobą. Ta przygoda mnie wiele nauczyła i nie chcę już niczego przeżywać po raz kolejny. To co zaszło między mną a twoim ojcem nie powinno cię interesować! Masz z tym problem pogadaj z Francesca czy Camila, przecież to twoje najlepsze przyjaciółeczki na pewno cię wysłuchają a nie zawracaj mi głowy, rozumiesz?! - nie mogłam zrozumieć co mnie opętało. Spojrzałam srogim wzrokiem na Violette.
- Kiedyś to ty byłaś moją najlepszą przyjaciółką. - mówiąc to dojrzałam w świetle słońca jej oczy wypełnione łzami. Popatrzała się na mnie dłuższą chwile i pobiegła w stronę Studio.
- Violetta...- szepnęłam - Violetta stój! Violetta ja nie chciałam! Poczekaj! Violetta...
  Żałowałam każdego słowa jakie wypowiedziałam. Każdego krzywego spojrzenia, ale było już za późno. Zobaczyłam Violette wbiegającą zdenerwowaną do Studio a za nią biegnącego Leona, pewnie zetknęła się z nim a on zmartwiony chcę się dowiedzieć co się stało. Wstydzę się siebie.
W ciągu kilku minut znajdowałam się już w pokoju nauczycielskim, zauważyłam tam tylko siedzącego Pablo pochylonego nad stertą dokumentów. Jego towarzystwo również mnie krępowało. Dziś w każdego towarzystwie czułam się nieswojo. Podeszłam do stolika i rzuciłam torbą w stronę szafki.
- Cholera! - podsumowałam wówczas cały dzisiejszy jak dotąd dzień. Zrozumiałam, że nie powinnam się tak zachowywać w stosunku do Germana i Violetty.
- Ej, ej co się stało? - odparł Pablo nareszcie zauważając moją osobę w tym pomieszczeniu. Bądź twarda Angie, bądź twarda! Pablo stanął przed mną próbując dostrzec moje oczy.
- Nic! Czy zawsze musi się coś dziać! Czy każdy musi się pytać o to samo! - zadałam sobie tryliony pytań retorycznych na które nie miał zamiaru nikt odpowiadać, nawet ja. Pablo przybliżył się do mnie. Spojrzałam mu prosto w oczy. Zaniemówiłam. Po raz kolejny poczułam jego ciepło, jego oddech. - co ty robisz? - odparłam po dłuższej chwili zdumienia. Pablo jedynie uniósł dłoń i zakrył palcem usta uciszając mnie. Był co raz bliżej, nie mogłam nic zrobić. - ale Pablo... - szepnęłam.
- Nic nie mów, proszę nic nie mów. - oznajmił. Posłusznie zamilkłam jedynie głośno przełknęłam ślinę. Oparłam dłonie na jego torsie chcąc go odepchnąć silą woli. - Powiedz mi, że tego nie chcesz.
- Ja... ja... - wygdukałam to jedno słowo, nie potrafiłam zaprzeczyć, że nie brakowało mi bliskości Pablo, ale jednak coś przytrzymało mnie przy Germanie, czułabym że gdybym ja to traktowała jako coś więcej w głębi, zdradziłabym moje uczucie którym daże Germana. - Pablo proszę nie rób mi tego, dobrze wiesz, że nie zaprzeczę, ja tylko chcę abyś spróbował mnie zrozumieć. - jego dłonie obejmowały mnie w tali a oczy jakby nie przestawały się we mnie wpatrywać. Przysunął twarz do mojej. Nagle jego gorące wargi spoczywały na moim... policzku.
- Dziękuje. - szepnęłam i rzuciłam się w ramiona przyjaciela. - Obiecuje ci, że jak tylko będę gotowa, jak tylko odnajdę właściwą drogę powiem ci jako pierwszemu. - oznajmiłam.
- Bedę czekał - odparł przyjaciel klepiąc mnie lekko po plecach.
Po kilku minutach czułości Pablo poszedł na zajęcia a ja na swoje. Wróciłam do domu wieczorem ponieważ odwiedziłam jeszcze po zajęciach cmentarz na którym pochowana jest Maria. Zastałam po raz kolejny domowników przy kolacji.
- O nie! Dzisiaj się nie wywiniesz! - krzyknęła Olga zaciągając mnie do stołu.
- Nie mam zamiaru Oleńko. - oznajmiłam po czym zaczęłam nakładać brokuły na talerz. Nagle ze schodów zeszła moja siostrzenica. Zmierzyła mnie wzrokiem po czym siadła niechętnie tuż koło mnie. Za wszelką cene chciałam z nią porozmawiać, lecz nie było mi to dane.
- Chciałbym wam coś ogłosić! - odparł German pochlipując wino. Już miałam wewnętrzne wrażenie, że powie, że zdecydował się pobrać, nawet nie wiem z kim. - W najbliższym czasie odwiedzi nas mój kuzyn z Hiszpanii! Przyjeżdża do Argentyny i nie ma gdzie się rozgościć postanowiłem zaprosić go w nasze progi. A więc Raimundo przybędzie do nas już niebawem. - oznajmił po czym odłożył kieliszek i wstał od stołu. - Życzę smacznego. - po czym udał się do gabinetu. Miałam teraz okazje na rozmowę z Violettą lecz miałam większą porzebę rozmowy z Germanem. Wstałam również od stołu i udałam się w stone gabinetu szwagra. Z lekką niepewnością zastukałam w drewniane drzwi. Nikt się nie odzywał. Po raz kolejny zapukałam. Cisza. Postanowiłam nie czekać dłużej. Wparowałam do gabinetu Germana. Ku mojemu zdziwieniu zastałam go załamanego trzymającego w dłoni jakieś zdjęcie.
- German? - spytałam nie pewnie. Szwagier spojrzał na mnie przez chwile i zwrócił wzrok ponownie ku zdjęciu. Nie rozumiałam niczego.
- Byliśmy tacy szczęśliwi. Dlaczego już nie możemy? - odparł szeptem  jakgdyby sam do siebie. Porzucił zdjęcie na przeciwko mnie. Mogłam dojrzeć kto znajdował się na tym zdjęciu. Byłam to ja! Ja, German i Violetta. Pamiętałam to zdjęcie.
- Nie wiem German, po prostu nie jest tak jak było dawniej. Wszystko się skąmplikowało. - oznajmiłam po czym przysiadłam na przeciwko Germana ujmując jego dłonie. - Spójrz na mnie...
- Patrzę na ciebie. - posłusznie zrobił to o co go poprosiłam.
- I co widzisz? - spytałam. German natomiast wstał a ja również poczyniłam to samo. Podszedł do mnie i stanął na przeciwko mnie.
- Co widzę? - spytał. - Nic nie widzę, sęk w tym, że nic nie widzę... - oznajmił. Przechiliłam lekko głowe zastanawiając się co miał na myśli.
- Jak to "nic"?
- Nic, jestem tak tobą zaślepiony, że nic nie widzę. Nie widzę, tego jak bardzo jestem ci obojętny, nie widzę tego jak bardzo chcesz abym się od ciebie oddalił... - zaczął.
- Jak mógłbyś to widzieć, jeżeli nic takiego nie ma i nie miało miejsca? - spytałam retorycznie. German lekko zdumiony uśmiechnął się a ja odwzajemniłam ten uśmiech. German stopniowo przybliżał się do mnie. Już czułam jego oddech i zapach ostrych perfum. - Dlaczego tego chcesz?
- Ja tego nie chcę... ja tego pragnę. - oznajmił.
- To dlaczego tego pragniesz? - szepnęłam bo był tak blisko, że mógł wszystko usłyszeć.
- Bo chcę ci udowodnić i pokazać jak bardzo cię pożądam. - odparł po czym ujął mój podbródek i uniósł lekko do góry. - Zgadzasz się? - w odpowiedzi zamrugałam powiekami i ciężko westchnęłam.
- Zgadzam się. - ledwo dokończyłam zdanie a już czułam dłonie Germana opadajace na moje biodra i jego gorące usta spoczywające na moich spierzchnaiłych, zimnych od dawnego dotyku wargach. Czułam jak coś mnie unosi. Odwzajemniał każdy pocałunek wolno, ale łapczywie czekając na kolejne spotkanie naszych ust. Opierałam dłonie na jego torsie i mocno zaciskałam koszule. Powieki miałam przymknięte, aby jak najbardziej oddać się w pocałunku. Nagle German uniósł mnie do góry i posadził na biurku. Objęłam jego szyje i przycisnęłam całym ciałem do jego ciała. Nogami zaczepiłam o jego nogi a on wciąż nie puszczał mojej tali. Przysuwał się co raz bardziej i bardziej jak to możliwe. Spoczywaliśmy w odzajemnianiu pocałunków już bardzo długo. Każdy pocałunek był bardziej łapczywy i namiętny. Nie chciałam aby w tej namiętności posunelibyśmy się za daleko. Odchyliłam głowę do tyłu. German upieczątkował nasz pocałunek ostatnim odwzajemnieniem po czym odtworzył oczy i odchylił kosmyki mych włosów opadające na twarz. Wpatrywaliśmy się w dłuższą chwile na siebie lecz nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Tato? Tato jesteś tam? Musimy porozmawiać! - usłyszałam głos Violetty zza drzwi.
______________________________________________

BADABUMC! HAHAHA GERMANGIE TAKIE NAMIĘTNE!
KOMENTUJCIE CZYTAJCIE POLECAJCIE! :D
KOCHAM WAS! DZIĘKUJE ZA PRZECZYTANIE!
BESOS!